Wystarczy, że będę sobie spokojnie pływać...
Jak ja nie cierpię chaosu! A o tym, jak bardzo go nie cierpię, przekonałam się w ostatnim czasie, kiedy wróciły moje problemy ze spaniem. Gdy zrozumiałam, że mój cały wypracowany podczas wrześniowej podróży spokój i balans zwyczajnie trafił szlag i musiałam znowu zacząć brać leki, żeby móc normalnie zasnąć i przespać całą noc. Dawniej było to moje naturalne środowisko - nieustanny rollercoaster, huśtawki emocjonalne, zamieszanie wokół i w głowie. Czułam się wówczas jak ryba w wodzie. Mogłam spalać się i jednocześnie odczuwać jakiś rodzaj masochistycznej satysfakcji. To się zmieniło. Teraz pragnę spokoju, skupienia, wyciszenia, lubię być sama, lubię być w domu, lubię, gdy leży obok mnie pies, a ja czytam książkę. Lubię nudę, rutynę, nicnierobienie. Bez wyrzutów sumienia, że marnuję czas albo że życie przecieka mi między palcami. Właśnie teraz odnoszę wrażenie, że nie marnuję ani minuty i nic mi nie ucieka. Wręcz przeciwnie - wszystko się zatr...




