Czas odnowy
Czy można być szczęśliwym po tym, jak wielokrotnie dostało się w życiu po dupie? Znam ludzi, którzy po przeżytym dramacie, nigdy się nie podnieśli. Znam takich, którym podźwignięcie się zajęło wiele lat, ale ostatecznie nauczyli się żyć z uśmiechem na twarzy. Znam też i takich, których upadek trwał krótko, a odrodzenie nastąpiło szybko. Ale to rzadkość - zaznaczam. Oczywiście znam mnóstwo jeszcze innych sytuacji i postaw. Każdy przypadek jest odmienny, indywidualny. Jak jest w moim przypadku?
Jestem już dojrzałym człowiekiem. Nie najmłodszym i nie najstarszym. Znajduję się po środku. Trudno mi ustalić, na jakim etapie mojego życia teraz jestem. Chyba najprościej jest powiedzieć - jestem w drodze. Sporo już się nauczyłam, ale mam świadomość, że scio me nihil scire. Trwam i żyję mimo tego, co mnie spotkało, do przeżycia czego wiele razy zmusiło mnie życie w całej swej kapryśnej odsłonie. Jestem gęsto zapisaną kartą. Żadna ze mnie tabula rasa. Myślę, że nigdy nią nie byłam. Będąc jeszcze w łonie matki, miałam na tej karcie ogólny zarys możliwości i ograniczeń, rachunku prawdopodobieństwa zdarzeń, które w dużej mierze się sprawdziły. Do pewnego momentu w moje istnienie wpisane było to, co miało się stać i się stało. Na co nie miałam wpływu lub był on mocno okrojony. Przyszedł potem czas buntu, niezgody i żalu. Przepychania się łokciami. Strachu o jutro. Chaosu. Braku. Marzeń o zmianie trajektorii losu. Te marzenia w końcu się spełniły. Jestem, gdzie jestem.
Mogłabym tkwić w poczuciu krzywdy. Pytać: "Dlaczego?". Wiem jednak, że to nie ma najmniejszego sensu. Czas płynie, a ja z nim i nie chcę dreptać w kółko. Nie odrzucam całego bagażu przeszłości. On zawsze będzie gdzieś koło mnie. Czasami tylko zaglądam do tego wypchanego plecaka po to, by przyjrzeć się z dalszej perspektywy temu, co się wydarzyło kiedyś i nadać mu nowe, ciągle zmieniające się znaczenie. Przeszłość to trwająca, podlegająca ewaluacji lekcja. W moim przypadku bardzo surowa. Ale nie chcę tkwić w poczuciu krzywdy. Pomału idę do przodu. I odnajduję wiele powodów do radości na co dzień.
Czy można być szczęśliwą, jeszcze niestarą wdową? Oczywiście. To, że mąż nie żyje, nie oznacza, że wraz z nim umarła jego żona. Była już żona. Ja żyję i chcę żyć. Kiedyś, w czasach pierwszych Słowian, zapewne oczekiwano by ode mnie, że dobrowolnie zadam sobie śmierć lub spłonę na stosie pogrzebowym męża, wierząc w nagrodę w zaświatach. Na szczęście żyjemy w XXI wieku i sytuacja wdów, a przynajmniej sporej ich części, jest całkowicie odmienna. Współczesne wdowy są bardziej niezależne, pod wieloma względami, w tym również finansowym. Odejście męża nie musi oznaczać ubóstwa, samotności, bycia uzależnioną od rodziny. I czy się to podoba społeczeństwu, czy nie - wdowy mogą się śmiać, bawić, kochać, żyć pełnią życia. Po okresie smutku przychodzi w końcu moment odrodzenia się jak Feniks. I to właśnie jest cudowne. Znowu można wsłuchiwać się w siebie i swoje potrzeby. Dostrzegać piękno świata, który stoi otworem.
Można być szczęśliwą, szczęśliwym po przeżytej stracie. Naprawdę można. I nikt nie może nikomu tego zabronić. Bo niby jak miałby to zrobić? To każdy, każda z nas decyduje, w którą stronę pójdzie dalej. Otoczeniu nie pozostaje nic innego, jak zaakceptować ten stan rzeczy. Ludzie być może i pogadają, poszepczą gdzieś po kątach, pokrytykują, zbulwersują się, ale ostatecznie znudzi im się i zajmą się czymś innym. Wszystko zależy od każdego z nas, jak będzie wyglądało jego życie. Nikt za nas go nie przeżyje i nie dokona na starość bilansu.
Moje życie toczy się obranym przeze mnie szlakiem. Czasami się potykam i popełniam błędy, ale to są moje błędy. Czasami odnajduję spokój, swój spokój. A niekiedy lubię zaszaleć swoim szaleństwem. Mam poczucie, że trzymam ster mocno i już nie pozwolę go komukolwiek przejąć. Zamierzam wrócić do realizacji swoich pasji, które porzuciłam z braku możliwości skupienia uwagi. W ferworze zajęć i obowiązków staram się znaleźć czas tylko dla siebie. Wiosna wokoło roztacza swój czar i działa mobilizująco. Pachnie miłością i kwiatami, koszoną trawą i wilgotnym powietrzem o zmierzchu oraz o poranku. Niech zatem trwa czas odnowy, otwarcia nowego rozdziału.
Jestem szczęśliwa i nie boję się tego pisać głośno.



Życzę Ci wszystkiego, co najlepsze. Dałaś mi niezwykłą lekcję pokory i godzenia się z tym, co przynosi życie. I bądź szczęśliwa!
OdpowiedzUsuńDziękuję Kochana Kurko...
Usuń