Siła wybaczenia

 


   Czas urlopu okazał się być dla mnie owocny, choć nie zawsze lekki i łatwy. W tym roku postawiłam na odpoczynek, zwłaszcza psychiczny. Odpoczywam różnie, przeważnie aktywnie fizycznie, ale bez zbędnej napinki i skłaniania się ku temu, co rzekomo muszę lub powinnam. Gdy jestem poza domem, potrafię przejść mnóstwo kilometrów i nasycić oczy pięknem tego świata. W domu uwielbiam obudzić się bez budzika, wstawać leniwie, jeść spokojnie śniadanie, następnie pomału popijać kawę na tarasie i to wszystko w piżamie. Zdarza się, że zmieniam swe odzienie dopiero koło południa i znakomicie się z tym czuję. 

   Nie będę rozpisywać się na temat swoich podróży małych i dużych. Wspomnę tylko, że pierwszy raz byłam w Portugalii i jestem zachwycona tym krajem. Oprócz tego odwiedziłam rodzinne strony i nareszcie, po rocznej przerwie, spotkałam się z przyjaciółmi i rodziną. Przepraszam tych, z którymi nie udało mi się umówić. Po prostu czas nie jest z gumy. Być może zobaczymy się za pół roku. Ten sam czas pokaże. Byłam też na Męskim Graniu w Krakowie i poczułam się jak licealistka... W środku jestem czasami dziewczyną, która nadal ma marzenia do spełnienia, która lubi powydzierać się na koncertach, siedzieć na trawie i cieszyć się upalnym latem. 

   Podczas urlopu pozamykałam również pewne niedomknięte rozdziały z życia mojego i mojej rodziny. To skomplikowana historia. Nadmienię jednak, że spotkałam się z nieznanym mi dotychczas ojcem mojego nieżyjącego męża, który także tegoż ojca - z różnych powodów - właściwie nie znał. Zależało mi na poznaniu tej trudnej relacji z jego strony, na tym, by mój syn miał świadomość, że oprócz swoich "przyszywanych" i niestety już nieżyjących dziadków, ma jeszcze jednego, z krwi i kości, który JEST. Chodziło mi także o to, by wreszcie przeciąć przekaz traumy między pokoleniami i wypełnić brakujące puzzle w rodzinnej historii. Nie chcę, żeby mój syn dojrzewał w aurze niedomówień, luk w pamięci, niespełnionych uczuć, poczuciu krzywdy zaszczepionej jego ojcu. Ze strony mojej rodziny układanka jest pełna i klarowna, bez lukrowania i bez oczerniania, bez czarno - białej mapy. Posiada różne odcienie szarości, ale także piękne, soczyste barwy. Ważne, że moje dziecko może samodzielnie wyciągnąć z niej to, czego potrzebuje do własnego wzrostu i odrzucić to, czego nie chce powielać. Chciałam umożliwić mu dokonanie podobnego wyboru w przypadku historii bliskich ze strony taty.

   Spotkanie z S., wspomnianym ojcem mego męża, utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie należy zwlekać z załatwieniem pewnych spraw, z wypowiedzeniem określonych zdań, zadaniem nurtujących pytań. Często wydaje się nam, że mamy czas, że w zasadzie jeszcze nie teraz, może kiedyś... Jednak moje życie pokazało mi, że taka możliwość może przestać istnieć w kilka sekund. Mój ojciec zginął tragicznie, gdy miałam 21 lat, mój syn stracił nagle swojego ojca w wieku zaledwie 18 lat. Wiele razy chciałam móc mojemu tacie powiedzieć tyle rzeczy, wykrzyczeć swój żal, zadać milion pytań rozpoczynających się od: "Dlaczego...?". Myślę, że mój syn też bardzo chciałby porozmawiać ze swoim tatą. Ja też miałabym mu wiele do powiedzenia. Niestety ani ja, ani on, nie możemy już tego uczynić. 

   Pod koniec czerwca zakończyłam terapię, w czasie której znalazłam odpowiedzi na moje pytania. Nieraz w trakcie sesji wyartykułowałam swoje żale i pretensje. Ale w swoich traumatycznych przeżyciach dostrzegłam ogromną wartość. Może to moje życie nie należy do najłatwiejszych. Zapewne wielu ludzi ma na swoim koncie jeszcze trudniejsze doświadczenia. Jednak jestem wdzięczna za wszystko, co mnie spotkało, choć nieraz bolało jak cholera. Patrzę z optymizmem w przyszłość, choć nie wybiegam w nią za daleko. Staram się cieszyć chwilą. Taki truizm, ale mnie się podoba i przynosi mi spokój. 

   Uważam, że najpełniej doświadczyłam spokoju wtedy, kiedy odpuściłam osobom, które mnie skrzywdziły i sobie samej za wyrządzenie krzywdy innym. Wybaczyłam im i  sobie. Poczułam wreszcie, że jestem wolna. Długo szukałam sposobu na uwolnienie się od traum i ich skutków. I jestem pewna, że największy udział w osiągnięciu tego stanu miało właśnie wybaczenie.  I sprzężone z nim zrozumienie, akceptacja, pogodzenie się. Zawsze powtarzam, że przeszłości nie zmienimy i nie mamy na nią wpływu. Możemy ją przepracować i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Możemy ją inaczej zinterpretować. Nasz punkt widzenia zmienia się wraz z biegiem lat i doświadczeniem. Niezdrowe jest ciągłe rozdrapywanie ran, hodowanie w sobie nienawiści, żalu i ciągłe ustawianie się w pozycji ofiary lub kata. Każdy popełnia błędy. Każdy. Jaki sens ma nieustanne biczowanie siebie lub kogoś? 

   Warto także pamiętać o tym, że jako dzieci mamy ograniczony wpływ na swoje życie, lecz jako dorośli powinniśmy wziąć za nie pełną odpowiedzialność. To my decydujemy, czy chcemy zmienić relacje z bliskimi i innymi ludźmi. To my jesteśmy w stanie nadać nowy bieg wielu sprawom. Przeprosić i przyjąć przeprosiny. Wybaczyć i prosić o wybaczenie. Zamiast nurzać się w bagnie przeszłości, możemy zbudować nową przyszłość. To brzmi dziwnie - nowa przyszłość. Przecież coś takiego jak stara przyszłość nie istnieje. Otóż istnieje. U osób, które przenoszą przeszłość na teraźniejszość i przyszłość. Jakby nakładali starą kliszę, taką od aparatu analogowego, na nową. I tak bez końca odtwarzają to, co było, odgrywają tę samą rolę, wchodzą w te same buty i potykają się o te same przeszkody. 

   Pewne rozdziały trzeba uporządkować i zamknąć. Później wertować ich kartki, zamiast zatrzymywać się nad każdym słowem. Wybaczenie ma ogromną moc. Otwiera umysł na to, co nowe. I to my decydujemy o tym, czy nasza przyszłość będzie miała stary czy nowy kształt.

Komentarze

  1. Potrzebowałam to dziś przeczytać. Dziękuję. Miej się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że trafiłam w moment. Ty także miej się dobrze:)

      Usuń
  2. Jak zawsze czytam z Ciekawością i w tym tekście widzę cząstkę siebie 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. Zawsze takie słowa dają mi dużo radości :)

      Usuń
  3. Dziękuję Ci za te słowa...chociaż wiem ile musiało Cię to kosztować, by odważyć się je napisać. Ja nie jestem jeszcze na to gotowa...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty