Czy macie nas za skończonych idiotów?!
Ostatnie wystąpienie marszałkini po części mnie rozjuszyło, a po części w gorzki sposób rozbawiło. Kobieta chciała zabłysnąć i ze sztandarem polskiego ładu (celowo piszę małą literą) stanęła dumnie wypiąwszy pierś, i posługując się wyuczonymi sloganami, wychwalała pod niebiosa nowy program swojej partii. A tu jej tęczowe chamstwo wyskoczyło ze swymi pełnymi niezadowolenia hasłami. No zdenerwowała się Elżbieta. Prawdę mówiąc, pierwszy raz widziałam ją tak wzburzoną. Nawet jej ruda koleżanka nie była w stanie do końca załagodzić sytuacji, którą pokazywali później we wszystkich stacjach oprócz tej jednej, wiadomej. Specjalnie, wbrew sobie po części, przełączyłam na tę stację i czekałam na jakąkolwiek wzmiankę o skandalicznym zachowaniu niewdzięcznych niewyborców partii rządzącej. A tu lipa. Zero pasków, mogących stanowić źródło nowych memów. Zero urywków choćby z zaciętymi, lewackimi gębami. No nic, co by wpisywało się w propagandowe założenia naszych dobroczyńców, naszych dobrych jaśniepanów.
Marszałkini (celowa forma żeńska) zarzuciła przeciwnikom malkontenckie podejście do socjalnych programów władzy. Wykrzykiwała buńczucznie, że narzekają, a biorą te wszystkie dary hojnie rozdawane. A przecież nie powinni. Bo ona, gdyby nie zgadzała się z władzą, toby nie tknęła ani grosza. Taka honorna jest kobita! Szanowna Pani... (Chyba się zagalopowałam) Droga Pani? Pani Marszałkini? Może po prostu powiem wprost - czy Panią Bóg opuścił??? Do tej pory bawiłam się w Wersal, odnosząc się do kwestii politycznych. Często stosowałam (oczywiście celowo) eufemizmy, peryfrazy, jakieś słowa-klucze i symbole. Dochodzę jednak do wniosku, że to na nic. Że grzeczność (cenna niewieścia cnota) to można sobie o kant dupy rozbić. Że aby zostać wysłuchanym, to niestety trzeba czasem walić prawdę prosto z mostu. Bez owijania w bawełnę. Żadne tam sranie w banie. Ani bułki przez bibułkę. Więc tak...
Czy wy, rządzący, macie nas za skończonych idiotów?! Pisząc nas, mam na myśli tych, którzy nie zgadzają się z waszymi programami, plusami, ładami i innymi pomysłami o kretyńskich nazwach (kto je wymyśla???). Hasło "Polski Ład" pasuje do tego kraju jak pięść do nosa, jak świni siodło i takie tam inne porównania. Jaki ład, ja się pytam?! Żeby ogarnąć ten burdel i doprowadzić do względnego ładu, potrzeba kilkudziesięciu lat sprzątania. Po was i po skutkach waszych nieudolnych prób wstawania z kolan, krzewieniu chorej wersji dumy narodowej, gryzieniu unijnej ręki, dzieleniu społeczeństwa, nastawianiu jednych grup społecznych na drugie, propagowaniu homofobii i ksenofobii, narzucaniu ściśle określonego światopoglądu rodem ze średniowiecza... Mówicie, że nie powinniśmy brać pieniędzy, które rozdajecie? A niby dlaczego? Przecież to nie są wasze pieniądze. To są nasze pieniądze, z naszych podatków, które płacimy, które co miesiąc są pobierane z naszej krwawicy, a z których korzysta między innymi horda tych, którzy nigdy nie skalali się żadną pracą.
Już nieraz dostałam bana za to, że nie narodziłam dzieciaków jak mrówków (pisownia celowa). Żadnych zasiłków, żadnych darmowych kolonii, obozów, półkolonii dla mojego jedynego, nieszczęsnego dziecka. Gdy weszło pińcet plus, przez długi czas również moje dziecko było pomijane. Bo nie miało braciszków ani siostrzyczek, generujących stały, niezależny od różnych zawirowań (w tym pandemii) dochód dla całej rodziny. Co ciekawe, gdy rodzice jednego dziecka przekroczą próg dochodowy, nie należy im się nawet ulga prorodzinna odliczana od podatku. Tymczasem milionerzy, mający co najmniej dwoje dzieci, pobierają te śmieszne, ale zawsze przecież potrzebne ponad tysiąc złotych rocznie. Zatem powiem wam krótko - nie lubię was (eufemizm), ale forsę, która mi się zwyczajnie należy, będę brać. Bo nieprzerwanie pracuję już ponad dwadzieścia lat i uczciwie płacę podatki. Bo mój facet również uczciwie płaci podatki i tyra nieraz od rana do wieczora. Bo nie chcę być frajerką, która pracuje po to, by ktoś bez pytania jej o zdanie, rozdawał wszystkim dookoła forsę podatników, w tym moją. Ja przynajmniej spożytkuję te pieniądze we właściwy sposób - zainwestuję w rozwój mojego dziecka. Właściwie tu jestem zmuszona skorygować wcześniejsze stwierdzenia. To nie ja biorę te pieniądze. To moje dziecko je pobiera. To są środki dla mojego dziecka. Bez obaw - ja i mój facet, potrafimy sami na siebie zarobić i nie wydajemy tej forsy na swoje potrzeby. Niemniej jednak chciałabym zauważyć, że jesteście w błędzie sądząc, iż przekupicie wszystkich i zyskacie wyborców, dając kolejne plusy.
Trochę się uniosłam. Znowu zwyciężył eufemizm. A miałam przestać. Chyba jednak zwyciężają niezłomne cnoty niewieście. Ewidentnie biorą górę nad lewacką zgnilizną, która wywołuje we mnie taką nieprzystającą niewiaście złość i wkurwienie (najmocniej nie przepraszam). Muszę jednak przyznać, że pomogło. To wyłożenie kawy na ławę. W sumie rozumiem marszałkinię. Jej też się ulało. Każdemu czasami się ulewa. Dlatego też przyoblekam się na powrót we włosiennicę i idę klęczeć na grochu za swoje zachowanie. Pani marszałkini też to radzę uczynić, bo swoim występem publicznym chyba jednak nie do końca zabłysnęła.


Komentarze
Prześlij komentarz