Wracajcie z Bambuko
kilka dni temu skończyłam czytać Pani najnowszą (chyba drugą zarazem) książkę pt. "Powrót z Bambuko". Napisać, że jestem poruszona, to nie napisać nic. Walnę zatem prosto z mostu, jak to mam w zwyczaju czynić, gdy coś robi na mnie duże wrażenie - dotknęła Pani moich najczulszych strun. Myślę, że nie jestem odosobniona w swoich odczuciach. Chciałabym jednocześnie wyrazić swój podziw dla Pani odwagi pisania bez ordynowania odbiorcom środków znieczulających przy okazji lektury. Pewnie niektórym by się przydały, gdyż to, o czym Pani pisze, może zaboleć. Prawda, zwłaszcza ta niewygodna, zazwyczaj jest dotkliwa i trudna do przyjęcia.
Gdy pisze Pani o dzieciństwie, daleko odbiegającym od ideału, odżywają we mnie moje własne wspomnienia. Nie - nie mogę powiedzieć, że wiem, co Pani przeżyła, gdyż moje osobiste traumy dotyczą zupełnie innej sfery. Ale bezradność dziecka, którą Pani przedstawia, ta bezsilność, bycie zdanym na dorosłych, są mi doskonale znane. Uzmysłowiłam sobie również, podobnie jak Pani, że na szczęście jestem już od dawna dorosła i mogę świadomie kierować swoim życiem, bez oglądania się za siebie. Jednak dawne emocje przez moment ponownie we mnie zagrały. I przypomniałam sobie stan, którego już nigdy nie chciałabym doświadczyć.
Porusza Pani wiele kwestii, które stanowią dla ludzi ogromny problem, lecz zwyczajnie boją się stanąć im naprzeciw - irytujący sąsiedzi, toksyczne relacje z członkami rodziny, nieodpowiedzialne podejście do seksu, uleganie presji innych osób, idealizowanie miłości, nerwice drążące tunele w głowie, wypieranie problemu z nadużywaniem alkoholu i mnóstwo innych spraw, które niby są takie łatwe do przedyskutowania i ułożenia, a tak naprawdę nie są. Bo nie jest prostym spojrzenie we własne odbicie w lustrze i przyznanie się do tego, że coś nas przerasta, choć pozornie to błahostka.
Skoro to takie łatwe, dlaczego tylu z nas, dopiero osiągając wiek dojrzały, zdobywa się na odwagę i potrafi powiedzieć swoim rodzicom "nie"? Potrafi wreszcie ułożyć swoje życie według własnych zasad. Nie wykonuje poleceń jak małe, posłuszne dziecko. Czasami uderzy pięścią w stół, gdy rodzic po raz kolejny wyszydza, kpi, manipuluje, żąda. Dlaczego, choć czujemy, że coś nas gniecie, tkwimy latami w chorych układach? Pozwalamy sobą pomiatać, by za chwilę dać się omotać obietnicom bez pokrycia. Oszukujemy siebie i innych, tworzymy idealną wersję swojego świata i nie liczy się fakt, że w ukryciu płaczemy z samotności, poniżenia, żalu i wstydu. Dlaczego żyjemy w ciągłym poczuciu winy? Biczujemy się, żeby je odkupić, chociaż w dużej mierze ta wina nie jest niczym innym niż odstępstwo od ogólnie przyjętych norm, które ustaliły rzekome autorytety, tradycja, wypaczona religia i rodzinne legendy. Niby mówimy, że mamy w dupie to, co powiedzą ludzie, a jednak nie wykonamy tak prozaicznej czynności jak powieszenie prania na balkonie w niedzielę, choć od dawna nie jesteśmy wierzący lub po prostu wieszanie prania to dla nas przyjemność, a nie praca, której nie powinno się wykonywać w takim dniu. Nie będziemy paradować pod oknami sąsiadów z nowym partnerem, żeby nie pomyśleli, że lubimy seks jak koń owies, a przy tym wcale nie mamy ochoty na stały związek. Nie wyrazimy głośno swojego prawdziwego zdania w obawie przed atakiem lub ostracyzmem. Nie zrobimy wielu rzeczy.
Tylko człowiek dojrzały, mający poczucie własnej wartości, niewynikającej z czynników zewnętrznych, jest w stanie stanąć prosto, z otwartą przyłbicą, patrzeć przed siebie i iść swoją ścieżką. Wolność, o której Pani wspomina, zdobywa się bardzo długo, ale gdy już się poczuje jej smak, nie zamieni się jej na nic i za żadne skarby. Nie odda się jej i nie sprzeda. Już nigdy w życiu.
Dziękuję Pani za tę książkę. Szczerą do bólu. Prawdziwą. Polecam ją każdemu, kto ma codziennie troszkę czasu na refleksję. Nie jest to książka "do połknięcia". Nie jest to arcydzieło literatury polskiej, choć styl mnie bardzo odpowiada. Ale zmusza do pogrzebania w sobie, powiercenia dziury w brzuchu, podłubania w głowie i spojrzenia w głąb siebie. Ponadto pokazuje ona, jak wraca się z Bambuko. I jak już nigdy w bambuko nie dać się zrobić.
Czytelniczka



Widać, że książka Cię chwyciła. I bardzo dobrze. Po to się pisze, żeby chwytało. A ja lubię Twoje zaangażowanie.
OdpowiedzUsuńRecenzja idealna.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńDziękuję Dziewczyny za miłe słowa i za poświęcony czas na czytanie moich wpisów :)
OdpowiedzUsuń