Weź się wyluzuj

Dziś polecę Wam kolejną książkę - poradnik. Autorką tegoż dzieła o znamiennym tytule "Pieprzyć to. Jak przestać spełniać cudze oczekiwania, a zacząć własne" jest Alexandra Reinwarth. Czyta się dobrze, gdyż książka jest napisana bardzo przystępnym językiem, a dodatkowo obfituje w - jakże nam bliskie - przykłady z życia. Warto zapoznać się z bogatym wachlarzem spraw, rzeczy i ludzi, którymi należy zwyczajnie przestać się przejmować. Bo pieprzyć można naprawdę wiele.
Czytając, wielokrotnie myślałam sobie: "Ma kobita rację" i nieraz dochodziłam do wniosku, że nie jestem aż taką nowicjuszką w pieprzeniu. Od dawna pieprzę między innymi to, co pomyślą lub powiedzą ludzie. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że mam nikły wpływ na sposób myślenia innych i ich zamiłowanie do plotkarstwa. Niestety często docierają do mnie rozmaite rewelacje na mój temat. Są one dowodem na głupotę osób je rozprowadzających po różnych kręgach znajomych czy rodziny. Świat jest bardzo mały, a sieć powiązań towarzyskich może niejednego zaskoczyć, gdyż nagle okazuje się, że ten czy tamten człowiek to kuzyn, kolega, przyjaciel naszych kuzynów, kolegów i przyjaciół. No chyba, że zawistnemu plotkarzowi zależy na tym, by pomówienia, domysły, przypuszczenia i jawne objawy zazdrości dotarły do obgadywanej osoby. W takim przypadku nie ma o czym dyskutować. Po prostu należy odciąć się, mentalnie i fizycznie, od takiego człowieka, który żyje cudzym życiem, zamiast zająć się swoim.
Pieprzę też nadmierną dbałość o wygląd, łącznie z ubiorem, gadżetami i innymi bzdurami z tym związanymi. Jeśli chodzi o fanatyczne dbanie o ciało, nie mam z tym absolutnie nic wspólnego. Zwracam tylko uwagę na to, by nie utuczyć się jak prosiak, co też nie nastręcza mi zbyt wielu problemów, gdyż z natury jestem szczupła i raczej ruchliwa, więc odkładanie się nadmiaru tłuszczu raczej mi nie grozi. Nie chodzę na siłownię, ponieważ nie odpowiada mi dźwiganie, przeciążanie się i robienie bicka. Zdecydowanie preferuję ruch na świeżym powietrzu, który sprawia mi ogromną przyjemność. Jazda na rowerze, wspinaczka, spacery - to zaspokaja moje zapotrzebowanie na sport. Nie jestem też zmuszona do stosowania diet - cud, lecz mimo wszystko zwracam uwagę na zdrowe odżywianie. Nie mam snobistycznych zapędów, jeśli chodzi o kupowanie sterty ubrań i to najlepiej z metką udowadniającą, że mój portfel pęka od nadmiaru forsy. W ogóle kupuję mało, tylko wtedy, gdy naprawdę czegoś potrzebuję i patrzę nie na logo firmy, lecz na skład oraz jakość. Jeśli zaś chodzi o gadżety, nie interesują mnie nawet w najmniejszym stopniu. Nie chcę posiadać kupy elektronicznego złomu, który po chwili fascynacji leży w kącie i się kurzy.
Cóż jeszcze warto pieprzyć (i co też czynię ja)? A mianowicie - nie można dać sobie wejść na głowę w pracy. Po pierwsze, należy skupić się na robocie, a nie na rozgrywkach międzyludzkich. W żadnym wypadku nie wchodzić w konszachty z którąkolwiek z funkcjonujących koterii. Najlepiej być neutralnym i pieprzyć to, że i tak znajdzie się ktoś, kto obsmaruje nam tyłek za plecami. Wejście w konflikty wiąże się z niepotrzebnym stresem i problemami zdrowotnymi - zaburzeniami snu, ciągłym napięciem, bólem głowy itp. Po co nam to? Praca to praca. Daje nam dochód, więc skoncentrujmy się na zadaniach, do realizacji których zostaliśmy zatrudnieni. Należy przy tym pamiętać, by nie wyrywać się przed szereg. Niezwykle rzadko zdarza się, że osoby nadgorliwe zostają docenione. W zamian za swą gotowość do szalonego tempa i mega kreatywnych pomysłów, zostają obarczane coraz to nowymi obowiązkami, aż w końcu nadchodzi taki dzień, kiedy nie są w stanie rano ruszyć się z łóżka i mają ochotę zniknąć z tego świata. Trzeba czasami umieć powiedzieć: "Nie". Podkreślam - czasami, nie za każdym razem, gdy ktoś nas o coś poprosi. Należy realnie spojrzeć na swoje możliwości przerobowe i nie dać się wkręcić w kierat, podczas gdy koledzy i koleżanki z pracy spędzają popołudnia na niespiesznym popijaniu kawki i zbijaniu bąków.
Najważniejsza kwestia związana z pieprzeniem dotyczy w ogóle szeroko pojętych relacji międzyludzkich. Już od lat nie otaczam się ludźmi, z którymi - delikatnie rzecz ujmując - jest mi nie po drodze. Nie wpuszczam do swojego życia żadnych żmij czy węży, których jedynym celem jest ukąszenie i niepozostawienie po tym śladu. Sprawienie, żebym poczuła się niepewnie, gorzej, żeby ogarnął mnie smutek, żal czy poczucie winy. Nie spotykam się z nimi, lub jeśli całkowita rezygnacja z kontaktów jest niemożliwa, staram się spotykać jak najrzadziej i nasze rozmowy ograniczam do neutralnych tematów związanych z pogodą czy innych pierdoł. Ograniczam wspólny czas do niezbędnego minimum. Nie chcę, żeby ktoś zatruwał mi moje życie. Niech sam wypija swój jad. I oczywiście mam to gdzieś, co później o mnie pomyśli czy powie. Nie spotykam się za często także z ludźmi, którzy mnie męczą i z którymi nie mam wspólnych tematów. Takie kurtuazyjne spotkania, powiem to szczerze, są dla mnie stratą czasu.
Jest wiele kategorii z serii "Pieprzyć to", ale wspomnę tylko o jeszcze jednej. Wielu ludzi nieustannie powtarza, że coś musi. Muszę to, muszę tamto. Nieprawda. Niczego nie musimy. To, że ktoś nam wmawia, że powinniśmy coś zrobić lub znosić, nie oznacza, że mamy bezmyślnie się temu poddawać. Nie musimy pełnić określonych ról społecznych np. być rodzicem. Nie musimy spełniać wyśrubowanych standardów np. być pracownikiem roku, matką - Polką, ojcem, który zarobi na całą rodzinę, wzorowym uczniem, najlepszym studentem, kobietą, której udało się przebić szklany sufit i jednocześnie wychować trójkę dzieci, być perfekcyjną panią domu, złotą rączką... Czy jest sens być w czymkolwiek najlepszym? Otóż nie. Nie trzeba za każdym razem, gdy podejmujemy się określonego zadania, od razu mierzyć tam, gdzie wzrok nie sięga. My ewentualnie możemy. Możemy się zgodzić lub też nie na pewne oczekiwania względem nas. Możemy zrezygnować z wcześniej objętej drogi. To, że podjęliśmy taką czy inną decyzję, nie oznacza wyroku na resztę egzystencji. Zawsze mamy prawo się wycofać, powiedzieć, że jednak po głębszym przemyśleniu, nie podejmiemy się danego wyzwania. Sytuacja, w której się znaleźliśmy, może ulec nieoczekiwanej zmianie i my powinniśmy się jej przyjrzeć z boku oraz ocenić, czy nadal chcemy pełnić określoną funkcję. Warto zacząć myśleć perspektywicznie.
Masz obowiązek dbać o siebie. Mam tu na myśli te osoby, które zwyczajnie o tym zapominają w codziennej gonitwie, nie egoistów i egocentryków. Oni sobie doskonale poradzą. Ale znam wielu ludzi, którzy poddają się presji otoczenia, chcą sprostać oczekiwaniom szefów, matek, ojców, sąsiadów, znajomych. Pamiętaj, że masz tylko i aż jedno życie i postaraj się je przeżyć tak, żeby na stare lata móc głośno powiedzieć: "Dobrze wykorzystałem/łam dany mi czas". I zaprawdę powiadam Ci - pieprz to, że ktoś będzie miał na ten temat inne zdanie :)


Uwielbiam Twoje zdroworozsądkowe podejście do sprawy! Czasami trudno przestawić się na 'filozofię pieprzenia', ale na dłuższą metę i na korzyść własnego zdrowia psychicznego warto. Pozdrawiam serdecznie, A ��
OdpowiedzUsuńRównież pozdrawiam i życzę owocnego pieprzenia ;)
Usuń