Świat rodzinnych pozorów
(rys. https://pl.wikipedia.org/wiki/Kobold#/media/Plik:Kobold_artlibre_jnl.jpg )
Opowiem Wam o patologii. W stereotypowym rozumieniu tzw. patola to ochlapusy, ćpuny, damscy bokserzy, osoby zmieniające partnerów jak rękawiczki itd. Jest w tym zawężonym spojrzeniu dużo racji. Ale świat patologii nie jest taki oczywisty, czarno - biały. Jego koloryt jest przebogaty i zawiera wiele odcieni, w tym również szarości.
Jaka jest właściwie "normalna rodzina", "normalne środowisko", w którym wyrasta dziecko? Gdy się tak głębiej zastanawiam, dochodzę do wniosku, że prawie każda rodzina jest w większym lub mniejszym stopniu patologiczna. Prawdę mówiąc, wszystkie, jakie dość dobrze znam, nie spełniają standardów tak zwanej normalności. Nie chcę teraz nikogo urazić, lecz za normalne nie są uznawane (przez różne środowiska społeczno-polityczne) rodziny rozbite, takie, w których istnieje problem różnorodnych uzależnień, permanentnego bezrobocia i wiążącego się z tym ubóstwa, takie, w których rodzice żrą się jak pies z kotem i zioną wobec siebie jawną nienawiścią, takie, w których panuje chłód emocjonalny, wykorzystywanie seksualne, przemoc pod różną postacią i wiele, wiele innych. Najgorsze jest zaś to, że otoczenie wielokrotnie zdaje sobie sprawę z sytuacji panującej w danej rodzinie i nie robi absolutnie nic, by przede wszystkim chronić dzieci, które są zupełnie bezbronne. Sąsiedzi oraz bliższa i dalsza rodzina nie widzą, nie słyszą i nie mówią. Nie wtrącają się, bo to przecież nie ich sprawy.
Zdarza się i tak, że na zewnątrz widnieje piękny obrazek niemalże świętej rodzinki, w której tatuś potrafi tak cudownie bawić się i wygłupiać z dzieciakami, że inne dzieci patrzą z zazdrością, a ich mamy wzdychają z błogimi uśmiechami na twarzy. Z kolei idealna mamusia zawsze pięknie wygląda, troszczy się o potomstwo, interesuje się jego szkolnymi poczynaniami, dba o czyste ubrania, buzie i rączki. Nikt nie dostrzega za tą fasadą prawdy. Tatuś tuż po przekroczeniu progu startuje z łapami do żony, nierzadko nie oszczędza też dzieci. Matka już nie jest taka cierpliwa i łagodna, lecz wydziera się na całe gardło, nie żałując takich wyzwisk i wulgaryzmów, że niejeden szewc mógłby się od niej uczyć. Czasami oboje rodzice przeganiają dzieciaki z kąta w kąt, cieszą się, że nie zawracają im głowy i całymi dniami siedzą w szkole, a potem przed komputerami. Nie zajmują się ich małymi i dużymi problemami. Ich rodzicielskie obowiązki ograniczają się do zapewnienia pożywienia i ubrania, a nieraz nawet i to zostaje zrzucone na barki instytucji państwowych np. opieki społecznej.
Niedawno przeczytałam wstrząsającą książkę czeskiej pisarki Radki Denemarkovej pt. "Kobold". Jest to historia będąca niechronologiczną układanką wspomnień narratorki - Judity. Powoli, z różnych dygresji dowiadujemy się, jaki dramat przeżyła jako dziecko dwojga ludzi całkowicie pochłoniętych wzajemną chorą, toksyczną relacją. Ojciec, tytułowy Kobold, to despota o ewidentnych zaburzeniach psychicznych. Matka, bezwzględnie mu podporządkowana, jest klasyczną ofiarą przemocy fizycznej, ekonomicznej i psychicznej. W domu dochodzi do dantejskich scen. Czytelnik nie jest w stanie pochłonąć tej książki. Musi dawkować sobie ten niekiedy psychodeliczny opis codzienności i losów poszczególnych członków rodziny.
Najbardziej uderzyła mnie historia Judity. Stanowi ona przykład osoby z objawami typowymi dla DDD, czyli Dorosłego Dziecka z rodziny Dysfunkcyjnej. Osoby, która mimo przerwania łańcucha przemocy, zniknięcia z pola widzenia ojca i matki, nadal podświadomie tkwi w jakichś schematach myślenia i działania. Jej niewątpliwym sukcesem życiowym jest po prostu nabycie umiejętności przetrwania. Jako jedyna z całej rodziny żyje i próbuje utrzymywać się na powierzchni, co nie jest łatwe, gdyż przeszłość co chwilę łomocze w jej drzwi i dopomina się o swoje.
Przeważnie w patologicznych układach, gdy odchodzi (w różny sposób) główny wyzwalacz patologii, otoczenie i główni zainteresowani sądzą, że koszmar nareszcie się skończył. Nie pozostaje nic, jak tylko w końcu odetchnąć pełną piersią i cieszyć się zwyczajnym życiem bez strachu. Niestety to tak nie działa. Każdy, dosłownie każdy członek rodziny, jest zakażony niszczycielskim wirusem. Nie pomoże zaklinanie rzeczywistości, udawanie przed innymi, że wszystko jest w porządku. Upychanie trudnych przeżyć gdzieś na sam dół szafy pełnej wspomnień nic nie da. W końcu kiedyś przyjdzie czas, kiedy wszystkie brudy i tak wyjdą na światło dzienne. Dadzą o sobie znać w reakcjach w określonych okolicznościach, w panicznym lęku wywołanym przez podobne jak dawniej bodźce, przez powielanie tych samych błędów, mechanizmów postępowania. Przykre jest również to, że dorosłe już dzieci, nadal w środku są małe i bezbronne. Nie radzą sobie z problemami, choć mają przecież siłę sprawczą i odpowiadają za siebie, mogą pokierować życiem tak, jak chcą. Ale nie potrafią. Rodzice, którzy wyrwali się z łap agresora, idą dalej, mając świadomość swojej siły. W końcu udało im się wyzwolić. Dzieci, nadal mentalnie pozostają dziećmi, choć pozory wskazują na coś zupełnie innego.
Wyżej wspomniane dorosłe dzieci stwarzają masę pozorów. Niektóre świetnie sobie radzą w szkole, na studiach, w pracy, zakładają rodzinę. Inne tworzą układankę, którą znały z domu. Jeszcze inne ciągle dokądś uciekają, boją się wziąć odpowiedzialność za drugą osobę, nie chcą mieć potomstwa, nie angażują się emocjonalnie w związki, nie wiedzą, co to znaczy kochać i szanować. Wiele z nich próbuje nadrobić dawne braki i zabić nieustannie odzywające się kompleksy, inwestując w materialne atrybuty sukcesu. Najgorsze jest to, że tak naprawdę żadne nie jest do końca szczęśliwe, ma problem z poczuciem własnej wartości, czuje niepokój, lęk, podskórnie obawia się powtórki z "rozrywki", brakuje mu poczucia bezpieczeństwa. O tym między innymi opowiada Denemarkova. Opowiada również o przedziwnym łańcuchu powiązań losów przodków i potomków. Wskazuje, że w każdej rodzinie istnieje taki związek przyczynowo - skutkowy wywołujący niepowstrzymaną lawinę zdarzeń. Główna bohaterka stara się ją zatrzymać. Czy udało się jej? Przekonajcie się sami. A czytając, zadajcie sobie pytanie - ilu z Was jest "normalnych"? I jak to się dzieje, że człowiek z tak zwanej normalnej rodziny, może wpaść w sidła patologii?
* Kobold – karzełek, duszek, złośliwy domowy krasnal lub gnom pilnujący podziemnych skarbów (Wikipedia)


Komentarze
Prześlij komentarz