Nasz naród jak śmierdząca lawa
Budząc się, słyszę codziennie różne odgłosy - szum rzeki, szczekanie psów, śpiew ptaków, czasami bijące dzwony kościelne. Jestem w fazie odnajdywania harmonii po ciężkich chwilach, związanych z pożegnaniami z rodzinnym miastem oraz przyjaciółmi, kolegami i koleżankami z pracy, a także po wielkiej przeprawie na drugi koniec kraju. Tutaj kończą się tory kolejowe, co zawsze mnie bawiło i mimowolnie rodziło skojarzenia, że tu ma miejsce także koniec świata. Czasami pojawia się problem z połączeniami telefonicznymi i zasięgiem. Góry stanowią barierę dla nadmiaru szumu i hałasu pochodzącego z wielkiego świata. Oszałamiająca przyroda stanowi kontrę dla wielkomiejskiego zgiełku. Na razie ja - mieszczuch i miłośniczka multikulturowych skupisk ludzkich, czuję się tu dobrze. Spokój i brak pośpiechu zdecydowanie działa kojąco na mój system nerwowy. Gdy dopadnie mnie tęsknota za wartkim nurtem miasta, wyskoczę do Krakowa, który zawsze potrafi nasycić mój głód. Sporadycznie oglądam telewizję, co również nie pozostaje bez znaczenia, jeśli chodzi o utrzymanie równowagi duchowej. Niestety na ostatniej, wyborczej prostej często docierają do mnie memy, filmiki i fragmenty niektórych programów.
Jestem zdruzgotana kondycją etyczną, moralną i kulturalną naszego społeczeństwa. Poziom wypowiedzi wielu ludzi jest szokująco niski. Obelgi, wulgaryzmy, ordynarne gesty są na porządku dziennym. Nigdy nie miałam złudzeń co do specyficznego charakteru swoich rodaków, lecz to, co można zaobserwować w ostatnich latach, a zwłaszcza miesiącach i tygodniach, przekracza wszelkie granice chamstwa, prostactwa, braku elementarnych zasad dobrego wychowania i szacunku względem drugiego człowieka. Obecnie nazwanie kogoś, głoszącego odmienne poglądy skurwysynem, zdrajcą narodu, wrogiem, nie jest niczym nadzwyczajnym. Na tapecie znajdują się osoby wchodzące w skład LGBT+, którym nie przypięto, lecz przybito gwoździem łatkę zboczeńców, których najlepiej według jednego z bohaterów filmiku, krążącego w mediach społecznościowych, powinno się wymordować w Majdanku. Do skrzynek pocztowych wrzucane są ulotki, których zasadniczym celem nie jest wypromowanie jednego z kandydatów na urząd prezydenta, lecz obrzydzenie wyborcom jego przeciwnika. Po moim rodzinnym mieście krąży samochód z tzw. "szczekaczką", nawołujący w nachalny i bezczelny sposób do jedynego, słusznego wyboru oraz straszący konsekwencjami w przypadku dokonania tego niewłaściwego. Sceny jak z jakiegoś filmu political fiction.
Co się z Wami dzieje, Ludzie? Czy naprawdę tęsknicie do jakichś bratobójczych walk? Do podziałów nie do zasypania? Gdy patrzę na niektóre Wasze reakcje, gdy słucham wypowiedzi, nasuwa mi się skojarzenie z jakimiś chorymi mechanizmami, którym podlegają jednostki owładnięte przez sekty. I w imię czego lub kogo to wszystko... Polityków? Naprawdę warto się aż tak szmacić dla swojego faworyta? Dodam, że nieistotne jest to, z której opcji politycznej się on wywodzi. To tylko polityk. Człowiek taki jak każdy z nas. Może ma w sobie więcej charyzmy, może jest bardziej sławny, ma większą siłę przebicia. Ale to człowiek - mający również swoje słabości, wady i zalety, hołdujący (często pozornie) określonym wartościom. Można się z nim zgadzać lub też nie. Zdecydowanie należy zachować zdrowy rozsądek i krytycznie przyglądać się jego poczynaniom. Starać się wypracować własne zdanie na różne tematy. Ale Ludzie - opamiętajcie się i przestańcie bezrefleksyjnie atakować, bezmyślnie powtarzać kalki językowe, gnoić siebie nawzajem i dawać sobą manipulować przez sprytnych specjalistów od budowania wizerunku. Zastanówmy się wszyscy nad spójnością wyznawanych przez każdego z nas zasad a tym, jak wypowiadamy się na czyjś temat. Wielu z mieszkańców tego kraju rzekomo opiera się na przykazaniach ujętych w Dekalogu. Ile z nich łamie otwierając usta i skandując obraźliwe hasła, wygrażając pięściami, pokazując środkowy palec, życząc komuś jak najgorzej, łącznie ze śmiercią...
Przykre jest to, jak bardzo nie doceniamy wolności, pokoju, wspólnoty.
Dziwny z nas naród. Z jednej strony dzielny, waleczny, solidarny,
pracowity, a z drugiej podzielony, zakłamany, skłócony i zwyczajnie
głupi. Mamy burzliwą i trudną historię, potrafiliśmy przetrwać w
czasach, kiedy naszego państwa nie było na mapie, mieliśmy swój udział w
pokonaniu totalitaryzmów. Teraz zapominamy o tym, ile nas jako
zbiorowość, to kosztowało. Tak łatwo dajemy się podpuścić, ulegamy
pierwotnym, prymitywnym instynktom.
Wielu marzy o powrocie do normalności, do spokoju. Myślę sobie jednak, że nasz naród jest jak lawa i to nie ta z "Dziadów". To taka lawa, która w chwilach względnej stabilizacji, z wierzchu zastyga. I wcale nie jest wówczas sucha i plugawa. Plugawa zaczyna być, gdy ktoś wbije w nią kij jak w mrowisko i drąży, drąży, wdziera się do środka, aż wreszcie udaje mu się uwolnić tę ognistą fontannę, pełną złości, zawiści, mściwości i zazdrości.Ten jad rozlewa się obficie i pochłania wszystko, co spotka na swej drodze. Bardzo trudno jest potem doprowadzić do uspokojenia tego szaleństwa, powstrzymać w odpowiednim momencie, "jeszcze raz nazwać rzeczy i pojęcia", "przywrócić wzrok słuch i mowę". Niekiedy staje się to wręcz niemożliwe.



Komentarze
Prześlij komentarz