Sam wiesz, kim jesteś

   Siedzisz w towarzystwie, którego dawno nie widziałeś. Cieszysz się na to spotkanie i na początku prowadzisz luźną rozmowę o tym, co u ciebie słychać, jakie masz plany... Takie tam. W pewnym momencie pojawiają się tematy od jakiegoś czasu niepożądane, ryzykowne i mogące być zarzewiem konfliktu, a mianowicie: polityka i kościół. Nagle słyszysz, że ludzie, do których i ty być może się zaliczasz, to tęczowa zaraza, pedały i lesby, homosie, lewackie świry, hołota, POpaprańcy. Patrzysz na tych, z którymi jeszcze kilka lat temu potrafiłeś spokojnie poruszyć nawet trudne kwestie. Teraz, po krótkiej wymianie zdań, czujesz się obrzucony gównem i nie bardzo wiesz, co z tym zrobić. Niedowierzasz. Jedyne, co przychodzi do głowy, to myśl: "Co ja tutaj robię?" i że nie chcesz mieć z nimi za wiele do czynienia, gdyż nikt nie lubi cuchnąć pomyjami i szambem bryzgającym z czyichś ust. A rozbryzg jest pełen rozmachu. Wychodzisz zatem z poczuciem żalu i ogromnego rozczarowania.
   Dziwi cię to, iż twoi rozmówcy poruszają często kwestie, o których przeważnie nie mają bladego pojęcia lub pojęcie to zaczerpnęli z określonych stron internetowych i programów jedynej słusznej telewizji. Może zaboleć określenie "pedał" czy "lesba", "zbok", jeśli ty lub ktoś z twoich bliskich jest odmiennej orientacji seksualnej. Być może i tobie nie było łatwo zaakceptować fakt, że (ty sam albo) syn, córka czy przyjaciel są osobami homoseksualnymi, ale widząc, z jakimi problemami musieli się zmagać i na jaką odwagę się zdobyć, by na TEJ ziemi dokonać coming-outu, a z drugiej strony jak są szczęśliwi ze swoimi partnerami, zrozumiałeś, że przecież nie robią nic złego, żyjąc w zgodzie ze sobą. Nie są w stanie nic uczynić z niezgodą innych na ten stan rzeczy. Niejednokrotnie muszą się ukrywać, by nie zostać zlinczowanym, zwolnionym z pracy czy być wykluczonym. Znasz ich życie codzienne i już nie dziwi cię, że niewiele się ono różni od codzienności osób hetero. Ot, zwykłe sprawy - praca, zakupy, sprzątanie, rachunki, podróże, sprzeczki, imprezy. 
   Jeśli jesteś lewackim świrem, a na domiar złego nie chodzisz do kościoła albo jeszcze gorzej - jesteś niewierzący, dosięgają cię kolejne ciosy. W kraju, w którym statystyki wskazują, że ponad 90 % społeczeństwa stanowią katolicy, odrzucenie instytucji kościoła, nieuczestniczenie w mszy, życie "na kocią łapę", nieposyłanie dziecka do komunii czy bierzmowania, to grzech niewybaczalny. Tak po prostu nie może być. I w związku z tymi jakże wysokimi oficjalnymi danymi zwyczajnie trzeba siłą narzucić właściwe normy, dodatkowo usankcjonowane prawem. Tobie się tylko wydaje, że masz prawo wyboru. Ty za dużo nie dumaj, tylko dostosuj się, bo niebawem nie będą już nawet zachowywane pozory wolności i nie będzie żadnych zgniłych kompromisów. A jak ci się nie podoba, to fora ze dwora. Marzy ci się lewackie życie, to wyjedź i nie wracaj, bo po takich jak ty, nikt tu nie będzie płakał. 
   Jesteś kobietą, która nie chce mieć dzieci? W trakcie niejednej rozmowy usłyszałaś zapewne, że kobieta została stworzona po to, by rodzić, a nie robić jakąś durną karierę. Że rodzina jest dopiero wtedy, kiedy są dzieci. Najlepiej dużo dzieci. Jeden wypierdek to przejaw egoizmu i wygodnictwa rodziców. To się nie liczy. Sama usłyszałam tego typu argumenty od... kobiet, będących samotnymi matkami jedynaków. Pewnie, gdyby nie były samotne, wydawałyby na świat kolejnych potomków, aż by furczało. Ale nie ma co gdybać. Masz być otwarta na życie, a nie kombinować ze środkami antykoncepcyjnymi. Jako matka poświęcaj się, daj z siebie wszystko, ale też nie zapominaj o mężu, bo jeśli zamienisz się w barbę-papę to chłop pójdzie w długą i to będzie twoja wina. Powinnaś, siedząc w domu i oczywiście "cały dzień nic nie robiąc", zadbać o siebie. Jak to się mawia: "Facet, który się naje w domu, nie jada na mieście". 
   Jeśli nie masz nic przeciwko edukacji seksualnej w szkole, jesteś wykolejony i nie dostrzegasz zagrożeń w owej edukacji. Według skrajnych prawicowców dzieci od najmłodszych lat będą uczone samych bezeceństw i utopią się w rozpuście. A tymczasem ci sami konserwatyści nie widzą, że pod ich dachem nastolatki uprawiają seks, często bez zabezpieczenia i w oparciu o podwórkową wiedzę. Zamiast uczyć dzieci, na jaki dotyk nie wolno pozwolić nikomu, wokół ciała i związanej z nim seksualności tworzy się temat tabu. Na wychowaniu do życia w rodzinie promuje się małżeństwo jako wzór związku mężczyzny i kobiety, wstrzemięźliwość seksualną jako gwarancję dobrego przygotowania do życia w zalegalizowanym związku oraz ochronę przed wieloma negatywnymi konsekwencjami wynikającymi z ulegania namiętności. Jeśli chodzi o antykoncepcję, oczywiście prezentowane są różne metody, jednak ze szczególnym zwróceniem uwagi na szkodliwość tych, które nie są naturalne. Ogólnie rzecz biorąc seks jest traktowany jako coś strasznie problematycznego, kłopotliwego, owianego wieloma tajemnicami, których prowadzący zajęcia często nie zamierza i nie chce odkryć w obawie, że zostanie posądzony o demoralizację. A dzieci i młodzież pytają i chcą wiedzieć. Nastolatkowie od zawsze interesowali się tą dziedziną. Tak było, jest i będzie. I robienie im wody z mózgu, wpędzanie w poczucie winy, straszenie, mogą poczynić więcej szkód niż rzetelna wiedza przekazana przez kompetentne osoby. 
   Możesz poczuć się niekomfortowo również z wielu innych względów, gdy napadnie cię sfora ludzi nieakceptujących innych poglądów niż ich własne. Możesz jednak nie wchodzić z nimi w dyskusję, jednocześnie pozostając wiernym swoim wartościom i zasadom. Nie musisz się ich wstydzić i ukrywać. Wystarczy otwarcie o nich powiedzieć i tylko obserwować ze stoickim spokojem, jak interlokutorom toczy się piana z ust. Pozostaje także możliwość opuszczenia takiego towarzystwa. I tak już jesteś spalony. Tylko nie wychodź z podkulonym ogonem. Kopf hoch! Jesteś tym, kim jesteś. Myślisz to, co myślisz. Jesteś człowiekiem i nikt oprócz ciebie nie jest w stanie odebrać ci poczucia godności oraz szacunku do samego siebie. Sam najlepiej wiesz, że nie jesteś żadną kanalią ani hołotą. Cena życia w zgodzie ze sobą bywa wysoka, ale jeśli zaczniesz być oportunistą, już zawsze skrycie będziesz czuć na sobie rozbryzgi szamba. 

Komentarze

  1. Jak zwykle z polemicznym nerwem. Nie spotykaj się już z tymi znajomymi albo spotykaj - będziesz miała temat na jeszcze kilka felietonów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybieram pierwszą opcję. Szkoda mi czasu i zdrowia.

      Usuń
    2. czy z twej strony człowiek nie godzacy sie z twoja cała opinia bedzie mógł cie odwiedzic tam gdzie za chwile jedziesz ??? oczywiscie nie bedziemy podejmowac tych tematów tylko takie jak zawsze przy kawie na basenie !!!!

      Usuń
    3. Jasne, zapraszam. "Nie zgadzam się z Twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił Twego prawa do ich głoszenia" - Wolter. Możemy podejmować każdy temat, ponieważ mimo różnic zdań, żadna nasza rozmowa nie sprawiła, że czułam się niekomfortowo.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty