Teraz

  
 
Siedzę na kanapie. Obok mnie leży pod kocem syn i... pies. Tak, tak, pozwoliłam białej demonicy wkroczyć w zakazaną strefę kanapy. Młody coś czyta w necie, ja właśnie przerwałam czytanie analogowe. Psica wzdycha od czasu do czasu nad swoim ciężkim losem. Dziś w końcu pada deszcz. Szumi za uchylonym oknem. I tak powinno być - w deszczowe wieczory w pokoju rozlewa się przytłumione światło lampy, wszyscy grzejemy się pod kocem, łącznie ze zwierzakiem. Od dawna nie było tak dobrze. Niczego więcej mi nie potrzeba.
   Czytam kolejną książkę Wiśniewskiego. Specjalnie udałam się do galerii, ponieważ przeczytałam już wszystkie swoje zapasy zniesione z biblioteki. Nie potrafię nie mieć nic do czytania. Brak tej zwyczajnej czynności powoduje, że nie wiem, co ze sobą począć. W księgarni nie było wielkiego wyboru, ale stwierdziłam, że Wiśniewski jest dobry na każdą ewentualność, zwłaszcza na takie oto dżdżyste, leniwe dni, kiedy to subtelne opadanie kropel wyznacza rytm i tempo życia. Po raz kolejny muszę przyznać, że ten autor mnie nie zawiódł. Tego oczekiwałam - nastrojowej prozy, zagłębienia w emocje, delikatności w obnażaniu ludzkiej natury i zmysłowości między kobietą a mężczyzną. Nie wiem skąd ten facet czerpie swą wiedzę na temat kobiet, ale skurczybyk jest niezły! Ma w sobie jakiś żeński pierwiastek albo jest jakimś pieprzonym magiem. Zauważyłam u niego pewną obsesję na punkcie seksu oralnego, ale w ogóle mi to nie przeszkadza. W końcu każdy ma jakieś upodobania. Na szczęście w scenach uniesień nie ma śladu obscenicznych i wulgarnych opisów. Nie cierpię prostackich erotyków.
   Być może za tydzień sfinalizuję kwestie mieszkaniowe i wreszcie odpadnie mi jedno istotne zadanie. Dziwnie się czuję, gdy zachodzę do tego pustego domu, w którym spędziłam wiele lat. Zupełnie nie przypomina mojego mieszkania, które urządzałam z sercem i poczuciem, że to moje miejsce na Ziemi. Niedługo wprowadzą się do niego inni ludzie. Oby zaznali w nim dużo szczęścia. Ja tymczasem waruję na kartonach w oczekiwaniu na wyjazd. Czas topnieje i nawet się nie obejrzę, a obudzę się w nowej rzeczywistości. 
   I już nic nie będzie takie samo. Jeszcze czeka mnie remont, kilka miesięcy nurkowania w pudłach z rzeczami, pracy w prowizorycznie urządzonym kąciku zamiast gabinetu, ale potem... Ale później, gdy już wreszcie będę dzierżyć w dłoni klucz do wykończonego lokum, będę proszę ja was wylegiwać się w chłodne dni na swoim łóżku razem z psem i będziemy się nawzajem ogrzewać pod pledem. Może wpuścimy na to terytorium facetów. To się jeszcze zobaczy. A latem, moi drodzy, będę czytać na tarasie. Raz po raz odłożę książkę, by sobie popatrzeć na dostojne góry malujące się na horyzoncie. I pisać będę ile wlezie. W tylko i wyłącznie moim pokoju. Oczywiście nie zabraknie w nim regału, TEGO kuchennego stołu, który jednak zabieram ze sobą i wygodnego fotela z podnóżkiem. 
   Nie zapominając jednak o mojej naczelnej  epikurejskiej dewizie, cieszę się na razie tym swoim pod kocem na cudzej kanapie przebywaniem, czytaniem i szelestem deszczu coraz bardziej cichym, ustępującym nocnej łagodności. 
   
   

Komentarze

Popularne posty