Pieskie życie w kraju absurdów
Nie wierzę. Każdego dnia ostatnimi czasy budzę się w innej, jakby alternatywnej rzeczywistości. Otwieram oczy, zerkam do Internetu w telefonie (nie mam już pudła:) i dowiaduję się coraz to ciekawszych rzeczy. Sensacyjne wiadomości gonią coraz bardziej sensacyjne i... absurdalne. Jeszcze nie tak dawno temu jeździliśmy z psem do lasu albo na stary poligon – obecnie jest to zakazane. Mogłam biegać nad rzeką – już nie mogę. Szłam do sklepu wprawdzie z duszą na ramieniu, że mnie zaatakuje to niewidzialne cholerstwo z wypustkami, jednakże szłam sobie swobodnie, bez ograniczeń – dziś nie dość, że jest limit osób przy kasie, to jeszcze muszę przestrzegać godzin robienia zakupów. Z jednej strony miło mi, gdy nie chcą mnie wpuścić między dziesiątą a dwunastą, gdyż w oczach ekspedientek wyglądam na gówniarę, ale z drugiej strony czuję irytację, kiedy widzę, iż sklep zieje pustką, a ja mam i tak przyjść w czasie przeznaczonym dla młodszego sortu.
Nasz samochód jest tak obsrany, że te ptasie odchody wyżrą mi w końcu lakier. Nie jesteśmy cwaniakami, więc nie pojechaliśmy na myjnię. Jakoś żal mi kasy na mandat za to, że mam czelność umyć choćby o północy auto na pustej myjni. Poczta także działa w ograniczonym zakresie. Nie dość, że we wspomnianych godzinach jej podwoje stoją otworem dla seniorów, to dodatkowo obowiązują zmiany. Ponadto wysłanie ważnego listu poleconego za granicę jest niemożliwe. Można co najwyżej wysłać kuriera... Zacznę chyba hodować gołębie pocztowe. Podejrzewam, że taka działalność niesie za sobą pewien potencjał. Gołąb przeleci przez granicę bez problemu i wróci bez konieczności odbywania dwutygodniowej kwarantanny. Będzie mógł latach w te i wewte i to za garść ziaren, a nie za kilkadziesiąt lub kilkaset złotych jak zwykły, ludzki kurier.
Nie wolno także jeździć rowerem bez głębszego sensu. Głęboki sens stanowi tylko dojazd do pracy. Jazda w celach rekreacyjnych, z dala od ludzi, z zwłaszcza od rodziny, żeby nie zwariować lub nie popaść w depresję nie wchodzi w grę. Uprawiać joggingu też nie należy. W jednym i drugim przypadku podobno rozpyla się chmurę zarazków wraz z każdym wydalanym oddechem. Cóż jeszcze jest zakazane? Spacer w gronie większym niż dwie osoby, przy czym muszą one iść oddalone od siebie na dwa metry. Całe szczęście, że posiadam miarę. Gdy wyjdę z synem lub moim facetem, każda strona będzie trzymać koniec miary, żeby nie przekroczyć wymaganej odległości choćby o milimetr. Jak już wspomniałam – szkoda mi kasy na mandaty. Nieważne, że potem z tymże facetem pójdę do wspólnego łóżka, w którym nie sposób utrzymać takiego dystansu. Grunt to zachować pozory poprawności i posłuszeństwa obywatelskiego.
Kolejki do sklepów są gigantyczne. Wiadoma sprawa – przy kasie mogą znajdować się maksymalnie trzy osoby, reszta won na zewnątrz i musi czekać. Wchodzi się na wymiankę. Gdy wczoraj wracałam ze spaceru z psem (dobrze, że mam psa, bo to moje alibi wyjaśniające, dlaczego włóczę się bez celu po okolicy), ujrzałam naprawdę imponujący pokaz ludzkiej głupoty – wąż czekających przed marketem. Ów wąż zawijał swój ogon tuż przed wjazdem na dość pokaźny parking. Przeżyłam déjà vu. Pamiętam takie kolejki z czasów, kiedy miałam mleko pod nosem. Mama kazała mi nieraz stać za kawą, mięsem lub innym rarytasem w czasach komuny. Tym razem jednak stwierdziłam, że nie ma takiej opcji, żebym stała za czymkolwiek. Wolę już jeść w święta chleb z margaryną. Mój wujek ludzi kochających kolejki nazywa zboczeńcami. Chyba muszę mu przyznać rację.
Ogólnie rzecz biorąc ludzie są dziwni. Doszłam do tego wniosku już dawno temu, ale coraz częściej się w tym przekonaniu utwierdzam. Lubię obserwować irracjonalne zachowania. Na przykład teraz, gdy atakuje to niewidzialne ścierwo, wielu z uporem maniaka zakłada na dłonie rękawiczki jednorazowe. Następnie dotyka nimi wszystkiego – wózka sklepowego, towarów, portfela, karty płatniczej, pieniędzy, torby. Potem zdejmuje je tuż za drzwiami sklepu i wyrzuca. Ale na wyszczególnionych wyżej przedmiotach potencjalnie pozostaje jadowite ścierwo. Wielokrotnie w ostatnich tygodniach przemknęła mi przez głowę myśl o tym, jak bardzo zanieczyszczamy środowisko miliardami ton tych zużytych rękawiczek. A wystarczyłoby solidarne, uczciwe, dokładne mycie rąk przez wszystkich. Mydłem i ciepłą wodą. Niedotykanie twarzy, niedłubanie w nosie i w gębie, niedrapanie się po jajach, a jeżeli już się to uczyni - umycie rąk. Nagle staliśmy się społeczeństwem czyścioszków, choć z rozumem i rozsądkiem ma to niewiele wspólnego. „Częste mycie skraca życie” powinno przestać być mottem, a tzw. „Dzień Dziecka” absolutnie nie mieć miejsca. Zaśmiecamy środowisko, choć przecież niedawno dotarło do nas, że plastik i inne odpady lądują ostatecznie w naszych żołądkach i płucach.
Już nie wiem, gdzie mam wyprowadzać psa. Las, poligon, rzeka, skwery odpadają. Zostaje mi skrawek podwórka, które przynależy do pięćdziesięciu dwóch rodzin mieszkających w moim bloku. A gromadzić się też nie wolno. No chyba, że chodzi o rocznicę katastrof. Ale to już inna kwestia. Jak to się mówi: „Nie dla psa kiełbasa” albo: „Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie”. Cieszę się zatem niezmiernie, że niebawem będę mieć własne podwórko, na którym Plama będzie mogła do woli hasać, ja będę mogła biegać i swobodnie wypuszczać opary zarazków z moich płuc, mój nastoletni syn poodbija sobie piłkę bez opieki mamusi lub tatusia, a ja jak rzekłam wyżej, założę hodowlę gołębi pocztowych. Nie cierpię tych osraluchów, ale dla ich rzekomej inteligencji i możliwości dostarczania poczty za forsę, jestem w stanie znieść nawet osrane auto. W razie czego użyję ściereczki i bez konieczności udania się na myjnię, przetrę je i po sprawie.
A tak w ogóle to wszystkie te ograniczenia są niezgodne z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. Miałyby one zastosowanie tylko w stanie nadzwyczajnym, a taki rzekomo obecnie nie ma miejsca. No cóż, tak oto wygląda pieskie życie w kraju absurdów...
PS A swoją drogą, kto się teraz liczy z Konstytucją?...
PS A swoją drogą, kto się teraz liczy z Konstytucją?...



Komentarze
Prześlij komentarz