Gdyby stoły umiały mówić...



Mój stół w mojej kuchni ma swoją historię. Kupiłam go, gdy byłam w zaawansowanej ciąży. Urządzałam już na poważnie kuchnię, zamówiłam całkiem porządne meble, które skręcał mój mąż i kolega. Dołączony do nich był tenże drewniany stół oraz krzesła o ciekawym kształcie. 
   Każdy z naszej trójki ma swoje wyznaczone miejsce. Ja od zawsze siedzę pośrodku, po mojej prawicy siada mąż, po lewej stronie mój syn. Oczywiście syn zasiadał na swoim krześle nie od razu. Z wiadomych względów na początku spożywał posiłki w innej formie i okolicznościach. Najpierw karmiłam go naturalnie, potem butelką, a następnie łyżeczką, trzymając go na kolanach. Nadszedł jednak dzień, w którym i on, wprawdzie z poduszką pod pupą, zajął miejsce przy stole. Nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy, gdy stawiałam przed nim jedzonko w miseczce czy na talerzyku. Cóż to był za obraz pełen cierpienia i mąk! Jego jasnowłosa główka za każdym razem była podparta prawą rączką. Lewa gmerała widelcem lub łyżką, markowała ruchy pozornie zmierzające do ostatecznego rozprawienia się z kaszką, kotlecikiem, ziemniaczkiem czy innym kawałkiem jedzenia. Wszystko stygło, a on tak tkwił w niezmiennej pozie wyrażającej rozpacz.
   Stopniowo rósł. Syn, nie stół. Ten pierwszy malał w oczach tego drugiego. Poduszka przestała być potrzebna. Nogi zaczynały dotykać podłogi, już nie wisiały w powietrzu i nie majtały w różne strony. Oprócz talerzy czasami na powierzchni stołu leżały książki moje i jego. Czytałam przy śniadaniu, kawie i kolacji. On niekiedy przychodził rysować lub odrabiać lekcje w moim nie-towarzystwie. Niestety od zawsze uwielbiałam czytać przy jedzeniu. Specjalnie kazałam zamontować nad stołem lampę, która w ponure dni daje znakomite, ciepłe światło. Czytałam i czytam namiętnie. Mój syn nie bardzo, ale nie przeszkadzało mu to, że jestem trochę nieobecna. Gdy był jeszcze mały, wystarczało mu bycie obok. Teraz przychodzi, żeby mimo bardzo młodego wieku, wypić ze mną kawę i porozmawiać. Kiedy zaczyna mówić, ja przerywam czytanie, gdyż mam świadomość, iż nieczęsto zdarza się taka okazja, gdy nastolatek płci męskiej chce poruszyć jakiś istotny dla niego temat i to akurat z matką. Rzucam zatem to, czym aktualnie się zajmuję i skupiam uwagę na nim. Robię to z jeszcze jednego powodu. Otóż, coraz częściej dociera do mnie świadomość upływu czasu i chcę zatrzymać te chwile, które szybko staną się odległą przeszłością.
   Przy stole kuchennym przeleciało mi dzieciństwo mojego dziecka, moje wczesne macierzyństwo, obowiązki związane z pracą, godziny spędzone nad książkami. Nie potrafię określić momentu, kiedy ten mały blondynek przestał być mały. Czy wtedy, gdy nie zaglądał już do skrzyni z samochodami? A może wtedy, kiedy nie kupował już maskotek Minecrafta? Ale przecież kolekcjonował emotki, więc tak jakby jeszcze nie wyrósł z dzieciństwa... Hm… A klocki Lego... Od kiedy spoczywają bezczynnie w niebiesko-czerwonej skrzyneczce? I te wszystkie gry komputerowe wrzucone w głębiny szafy. Trudno to ustalić. Naprawdę czas to przedziwne pojęcie.
   Stół jest niedoskonały. Po latach użytkowania pojawiły się na nim widoczne rysy, wgniecenia, drobne uszczerbienia. Blat błyszczy od środków do konserwacji, ale nie jest idealny. Cała nasza trójka zapisała na nim naszą historię. Do dziś nikt nikogo nie podsiada. Nadal każdy ma swoje miejsce. Jeszcze jemy przy nim śniadania i obiady w weekendy. Jego los jednak jest przypieczętowany decyzją o wystawieniu na sprzedaż. W czasie przygotowań do przeprowadzki eliminuję maksymalnie liczbę przedmiotów do przewiezienia. Wiele z nich znajdzie nowych właścicieli. Niech im służą i staną się towarzyszami ich własnych historii. Stół również. Taka to kolej rzeczy... i ludzi, że ich czas przemija. Pocieszające jest jednak to, iż nic nie ginie w przyrodzie. Wszystko, po rozpadnięciu się na cząsteczki, wraca do Matki Ziemi. Można zatem stwierdzić, że nic i nikt do końca nie znika, nie staje się zaledwie wspomnieniem, odrealnionym bytem. Karmimy Ziemię sobą i tym, co z jej dóbr stworzymy. Oczywiście nie zawsze jest to dobre.
   Zabieram inny drewniany stół. Ciekawe, w jakiej konfiguracji członkowie moje rodziny zajmą przy nim swoje stałe miejsce? Jakie zapadną przy nim decyzje? Kto będzie nam nieraz towarzyszył przy spożywaniu posiłków czy na domówkach? Ile przyjdzie nam przy nim znieść różnych zawirowań? To bardzo ważny mebel. Spaja bliskich ludzi, przyciąga, kusi obietnicą nie tylko jedzenia, ale i dobrego towarzystwa. I jest świadkiem wielu zdarzeń, które pozostawiają swój ślad oraz naszych przemian wewnętrznych i fizycznych. Ech... Gdyby stoły mogły mówić... Opowiedziałyby wiele niewiarygodnych historii... Mój też. Czasami jednak cieszę się, że one milczą. Lepiej nieraz przemilczeć pewne sprawy.
  
  

Komentarze

  1. Gdyby stoly umialy mowic:) Fenomenalna notka:) Pod jej wplywem w moim nowym domu jeszcze bardziej chce posiadac STOL, taki prawdziwy przy ktorym sie nie tylko spozywa posilki ale przede wszystkim rozmawia:)
    Pozdrawiam serdecznie i zycze znalezienia dobrego, nowego domu dla Twojego stolu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie :) Ja Tobie życzę znalezienia takiego stołu, który zgromadzi wokół siebie samych dobrych i przyjaznych ludzi :)

      Usuń
  2. Zapisany Waszą historią stół rozpocznie jak Wy nowy etap w życiu. I kto tu posiada? My- przedmioty, a może przedmioty- nas?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty