Chamska skorupka



 Wczoraj oglądałam pewien serial. Tak dla odmóżdżenia. Nie można przecież nieustannie czytać, oglądać i uczyć się samych ambitnych rzeczy. Ostatnio wieczorami moja głowa odmawia posłuszeństwa i jedyne, na co mnie stać, to gapienie się w pudło i niemyślenie. Plama grzeje się na moich kolanach pod flanelową kołderką i sobie pochrapuje. Wykorzystuję jej chwilową, wieczorną metamorfozę w słodkiego psiaczka. W ciągu dnia niestety to demonica w niewinnie wyglądającym wcieleniu ;) Zatem oglądałam serial. Niezbyt mądry, niezbyt przystający do rzeczywistości, ale w sam raz dla osób wykończonych, niechcących zanadto nadwerężać sił intelektualnych.
   Spoglądałam lekko znużonym wzrokiem na perypetie bohaterów. Nagle poczułam przypływ adrenaliny! Otóż, pewna smarkula w tymże filmie wyskoczyła do matki z pretensjami, że ta uprała jej spodnie w pralce, a nie ręcznie! Mało tego! Nazwała mamę kretynką! Aż się poderwałam i niechcący obudziłam psisko, które wychyliło łeb spod kołdry. Mój syn również siedział z rozdziawioną gębą. Spojrzeliśmy po sobie i przez chwilę nie mogliśmy wypowiedzieć ani słowa. Czekaliśmy na reakcję matki tej dziewczyny, a ta spokojnie rzekła coś w tym tonie: "Czy mogłabyś się wyrażać grzeczniej?". Nasze szczęki opadły jeszcze niżej. Po prostu nas zatkało. Młody powiedział, że ta matka jest jakaś niepoważna i że powinna gówniarę ostro skarcić, dać karę albo zareagować w sposób, który stanowiłby jasny przekaz, że sobie nie życzy takiego zachowania. Zamiast tego mamusia po tej absurdalnej scenie sama zaproponowała córce, by poszła zamiast niej do kina z jej facetem. WTF aż ciśnie się na usta!
   Powiem tak - żaden normalny rodzic nie postąpiłby w ten sposób. Podkreślam - NORMALNY. Bo nienormalny owszem. A potem żaliłby się, jak to dziecko go nie szanuje, jak jest chamskie i roszczeniowe. Oczywiście nie upatrywałby w tym skutków swoich chybionych metod wychowawczych. Zwykły, przeciętny, normalny rodzic wstałby z kanapy i w najlepszym razie kazał smarkuli wynieść się z danego pomieszczenia wraz ze spodniami, które od tej pory, jak i wszystkie swoje ubrania, latorośl musiałaby prać samodzielnie. Ponadto zastosowałby inne restrykcje dla utrwalenia efektu. Ja na przykład, dopóki dzieciak by mnie nie przeprosił, odzywałabym się tylko służbowo.
   Młody był wyraźnie oburzony. Bo jak w ogóle można do rodziców odzywać się w ten sposób. Przyznał, że nieraz nastolatkowi trudno opanować emocje, ale on doskonale wie, że gdy zaczyna za bardzo napinać moją żyłkę cierpliwości, wystarczy mu szybki komunikat stopujący: "Zmień ton", "Panuj nad sobą". Spojrzenie prosto w oczy też robi swoje. I tyle. Ale ja nie wychowuję go od wczoraj, lecz od początku, gdy pojawił się na świecie. On zwyczajnie wie, na ile może sobie pozwolić. Nie chcę stawiać siebie na piedestale, gdyż jak każdy, popełniłam i z pewnością popełniam różne błędy, jednak są pewne nieprzekraczalne granice i zasady oraz wartości, których się trzymam. Sama nigdy nie ubliżyłam rodzicom. Nie potrafiłabym ich nazwać wulgarnie.
   Córka tej bohaterki serialu już wcześniej wprawiała mnie swoim zachowaniem w zdumienie. Jednakże dużo bardziej szokowała mnie postawa jej matki. I choć uważam ten film za oderwany od rzeczywistości, gdyż wiele sytuacji i reakcji jest mało realnych, to akurat relacje podobne do tej, o której pisałam wyżej, są jak najbardziej prawdopodobne, żeby nie powiedzieć rzeczywiste. Widzę na co dzień coraz więcej takich rodziców i takie dzieci. Słyszę, jak się do siebie nawzajem odzywają, jak się miotają, jak rodzice obwiniają wszystkich - przedszkole, podwórko, towarzystwo, szkołę - o chamstwo, bezczelność i brak wychowania tychże dzieci. Tłumaczą każde wykroczenie, urządzają awantury nauczycielom, dyrekcji placówek opiekuńczo-wychowawczych, sąsiadom zwracającym uwagę, obrażają się i piszą skargi do różnych instytucji. Wysłuchuję żalów i płaczu matek, mówiących o tym, jaka ich spotyka niewdzięczność ze strony dzieci. Jak to potomstwo, mające mleko pod nosem, rządzi w domu, wychodzi i wraca kiedy chce, a rodzice (cyt.) "nie dają sobie z nim rady".
   Mogłabym rzec: "Co mnie właściwie obchodzą cudze dzieci?". Jednak kiedyś  te cudze dzieci staną się dorosłe i będą zachowywać się tak, jak do tej pory pozwalali im na to rodzice i otoczenie. Będą one wchodzić ze mną w różne interakcje. Mogę z nimi kiedyś pracować, obsługiwać je, podróżować, jeść w tej samej restauracji. Prawdę mówiąc, nie chcę mieć do czynienia z chamami i pępkami świata. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi towarzystwo ludzi przede wszystkim darzących szacunkiem drugiego człowieka, ludzi empatycznych, szczerych, ale nie bezczelnych, prostolinijnych, lecz jednak nie prostackich. A już zupełnie nie chciałabym mieć do czynienia z kimś, kto nazywałby mnie kretynką, idiotką czy w jakikolwiek inny sposób mnie obrażał.
   "Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąca"- mówi stare porzekadło. Szkoda, że współcześnie młoda skorupka nasiąka wszystkim bez żadnych ograniczeń. W przyszłości może się stać nie do zniesienia, gdyż w środku będzie... zbuk.

Komentarze

  1. Chamstwo często mylone jest z tzw. asertywnością. Czujemy jako rodzice,że musimy nauczyć dzieci zaradności i determinacji w dążeniu do celu. I tak dzieci walczą o swoje, rozpychając się łokciami, a że przy okazji rodzic z łokcia oberwie? Asertywność potrzebna, ale wychowanie też. Choćby jedna prosta zasada: inni też są ważni.
    Świetny tekst!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty