Skok na głęboką wodę

 

Jestem w trakcie przygotowań do przeprowadzki. Logistyka tego przedsięwzięcia jest nieco skomplikowana, lecz po sporządzeniu dobrze przemyślanego planu, jestem spokojna. Wiem, co i kiedy muszę załatwić. Część spraw jest już realizowana. Pozostałe czekają w kolejce. Staram się na co dzień nie myśleć o tym, co muszę zrobić w dalszej przyszłości. Skupiam się na najbliższych zadaniach. W przeciwnym razie bym oszalała i wykończyła się nerwowo. Odhaczam zatem kolejne punkty planu i idę dalej.
   W przyszłym tygodniu z plikiem CV w garści ruszam w poszukiwaniu pracy w nowym miejscu. Po prawie dwudziestu latach, które spędziłam w jednej i tej samej instytucji, jest to dla mnie dziwne uczucie. Nie boję się jednak i prawdę mówiąc, cieszę się, że wreszcie zdobyłam się na dokonanie tylu istotnych zmian w swoim życiu. Czuję przyjemną ekscytację. I jestem ciekawa, co znajduje się za rogiem.
   Przez większość swojej dotychczasowej egzystencji bałam się. Preferowałam małą stabilizację i panicznie reagowałam na widmo jakichkolwiek perturbacji. Nie mogłam spać, gdy w pracy niejednokrotnie krążyły plotki o zwolnieniach. Bolał mnie brzuch, kiedy mojemu mężowi także groziła utrata zatrudnienia. Te wszystkie strachy na lachy były całkowicie pozbawione sensu, gdyż żadna z obaw nigdy się nie sprawdziła. Paradoksalnie to mój mąż sam się zwolnił, gdy czuł, że dłużej już nie może zajmować się tym, czym trudnił się do tej pory. Zaskoczył mnie swoją decyzją, którą oczywiście skonsultował ze mną. Lecz to, że akurat on, jeszcze bardziej zachowawczy ode mnie, zdobył się na to, było dla mnie szokujące. Prawdę mówiąc, zaimponował mi. Wyjechał za granicę, tam trzykrotnie zmieniał pracodawcę i ostatecznie zakotwiczył na kilka lat w pięknym regionie Niemiec, wypracował sobie uprawnienia emerytalne, a teraz... znowu myśli o zmianie. Bilans jego doświadczeń, zabezpieczenie finansowe i poczucie sprawczości spowodowały, że nie jest tym samym człowiekiem, dawniej truchlejącym przed wyzwaniami.
   Kilka lat temu postanowiłam, że ja także odejdę z obecnej pracy. Jednak chciałam się dobrze przygotować do tego kroku. Zainwestowałam czas i pieniądze w kształcenie - kursy, naukę  dwóch języków obcych, szkolenia z zakresu umiejętności istotnych poza branżą, w której obecnie się obracam. Odrzuciłam przekonanie, że muszę całe życie wykonywać ten sam zawód. Chcę czegoś innego. Wiele potrafię i jestem otwarta na co najmniej trzy furtki, za którymi rozpościerają się zupełnie inne ścieżki zawodowe. Czy się boję? Oczywiście. Nie jestem typem buca przekonanego o swojej wielkości. Mimo wszystko jednak wierzę w siebie i swoje możliwości. Być może na początku nie będzie kolorowo, być może będę początkowo rozczarowana, ale być może wszystko ułoży się lepiej, niż przypuszczam. Nauczona doświadczeniem, nie snuję czarnych wizji. Wręcz przeciwnie - myślę pozytywnie. Jestem jeszcze młoda, zdrowa, kreatywna, konsekwentna i wytrwała. Poza tym, dlaczego niby mam ponieść porażkę? Warto by przy tym zastanowić się nad pojęciem porażki...
   Mam tylko jedno życie. Więcej mieć nie będę. Nie zamierzam zatem marnować go na dreptanie w miejscu i marudzenie. Jedna z moich koleżanek napisała, że zmiany są potrzebne, żeby móc się rozwijać. Jest w tym dużo prawdy. Nie potrafię sobie wyobrazić, że za dziesięć, dwadzieścia lat jestem tu, gdzie jestem, że zajmuję się tymi samymi sprawami, wykonuję te same obowiązki zawodowe, chadzam tymi samymi ścieżkami. To nie dla mnie. I nie zamierzam poddawać się lękowi.
   Dwa lata temu zaryzykowałam i zdecydowałam o zmianie stanowiska pracy na może mniej ambitne, za to spokojniejsze. Ryzyko polegało na tym, iż nie było wiadomo, czy w kolejnym roku ten etat nie zostanie zlikwidowany, a moja szefowa wyraźnie zaznaczyła, że powrót na poprzednie stanowisko nie będzie możliwy. Okazało się, że nadal mam tę pracę, która wpłynęła zbawiennie na moje samopoczucie psychiczne i fizyczne. Dzięki temu miałam energię na naukę i życie prywatne. Zebrałam siły, zregenerowałam się. Teraz jestem gotowa na skok na głęboką wodę. Tak więc - niedługo powiem: "Hop!". I tyle. Koniec rozważań.

Komentarze

Popularne posty