Ratunku... Jak ujarzmić psiego potwora?


(rysunek z książki pt. "Psie sucharki")

   W związku z nasilającymi się problemami wychowawczymi z moim psiskiem łobuziskiem, postanowiłam poprosić o pomoc profesjonalistę. Przyznam się do słabości - mimo usilnych prób i wdrożenia kolejnych sposobów, nie potrafiłam oduczyć Plamy irytującego zachowania np. rzucania się na inne psy czy ciągnięcia na smyczy. Ponadto nadal zdarzało się jej bezczelne i niekiedy agresywne dopominanie się o uwagę i to w najmniej odpowiednich momentach - chociażby podczas prowadzonej przeze mnie lekcji niemieckiego. Gdy Plama dostała szału i zaczęła szarpać dywan, ignorowałam ją. Gdy dobrała się do poduszki z kanapy, nadal ją ignorowałam. Jednak, gdy znowu użyła swoich zębisk, by mnie dziabnąć w łydkę, moja cierpliwość się skończyła. Nie bacząc na jej wściekłość, wywaliłam ją na zbity pysk za drzwi! Co za bestia i potwór! Było mi strasznie wstyd przed facetem, który przyszedł się uczyć języka obcego, a był świadkiem czegoś takiego! Swoją drogą był on zaskoczony taką reakcją Plamy, gdyż dotąd była łagodna jak baranek i bardzo przyjaźnie nastawiona do otoczenia. Po zajęciach usiadłam na kanapie i zatopiłam się w niewesołych myślach. Wtedy po raz kolejny pożałowałam swojej decyzji o posiadaniu psa. Nie ostatni zresztą, biorąc pod uwagę fakt, iż Plama uparcie dążyła do doprowadzenia mnie do rozpaczy i rozstroju nerwowego.
   Jak wspomniałam, podjęłam decyzję o zaproszeniu fachowca od sierściuchów. Zadzwoniłam do dość popularnej w moim mieście behawiorystki i umówiłam się na wizytę. Pani przyszła. Zaprosiłam ją miłym gestem do środka i w duchu liczyłam na to, że podzieli się jakimiś mega zajebistymi zdolnościami ujarzmiania psisk. Miałam nadzieję, że pokaże naprawdę skuteczne metody dostosowane do MOJEGO psa, tak jak to zapowiadała. Dlatego też zresztą chciała na własne oczy poobserwować zwierzaka i dopasować sposoby działania. W rozmowie telefonicznej wspomniałam, że kładę duży nacisk na zdrowe odżywianie, więc nie wchodzą w grę żadne psie ciasteczka i inne tego typu rzeczy.
   Na początku rzuciła dwa smaczki na podłogę, chcąc pokazać, że w ten sposób można oduczyć psa skakania na powitanie. Potem, gdy Plama nadal skakała, strącała ją z nóg jakby odganiała muchę. Pies usiadł. Dała mu w nagrodę psie ciasteczko. Bilans - trzy smaczki w ciągu dwóch minut. Minus. Duży minus. Ja zwyczajnie każę Plamie iść do kojca i dopiero, gdy ją zawołam, może podejść do gościa. Skakania można oduczyć innymi metodami np. odwracając się tyłem albo wymijając psa, chodzić po mieszkaniu jednocześnie ignorując go. To działa, gdyż pies widzi, że nikt się nim nie interesuje, gdy wariuje. Dopiero po chwili, gdy się uspokoi, można się z nim przywitać. W związku z tym, że Plamisko jest uparte, czasami nadal próbuje nas przekabacić i złamać zasady. Ale nie poddajemy się.

   Pani behawiorystka zastosowała różne sztuczki z parówkami (kolejny minus za parówy) - np. zawijanie ich w papier i chowanie w pudełku po butach, a następnie układanie pudełka do góry nogami, żeby Plama poprosiła o pomoc w jego odwróceniu itp. Doszła do wniosku, który jakoś szczególnie mnie nie zaskoczył, a mianowicie, że nasz pies jest nadaktywny i trzeba go wyciszyć oraz nauczyć zasad, a także sprawić, by męczył się nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. W tym celu pokazała nam kilka naprawdę ciekawych form zabawy, zmuszających do główkowania, użycia wrodzonego sprytu i znakomitego refleksu. To akurat bardzo mi się spodobało. Natomiast zupełnie nie do zaakceptowania przeze mnie jest nauka chodzenia na smyczy przy użyciu nagrody w postaci kawałków kiełbasy czy licznych smaczków. Plamisko nie jest głupie i oczywiście wykonywało wszystkie komendy wzorowo, pod warunkiem, że w zasięgu pyska było żarcie. Nie dziwota, skoro pieski uwielbiają kiełbę, szyneczkę i ogólnie wszystko, co niedozwolone ;)  To żadna tajemnica. Jak wspomniałam w poprzednim wpisie, kochają także inne "przysmaki". Warto jednak się zastanowić, czy na pewno chcemy futrować kundla jak świniaka. Poza tym, jak to wpłynie na jego zdrowie? Jestem przeciwna takim metodom i co jak co, ale moja psina nie będzie karmiona ścierwem typu parówy czy innym jedzeniem nieprzeznaczonym dla zwierząt.
   Jako sposób na zablokowanie jej agresywnego domagania się uwagi z naszej strony, pani zaproponowała rzucenie garści karmy na podłogę i wydanie komendy: "Szukaj". O ile nagradzanie za dobre zachowanie uważam za dobry pomysł, o tyle rzucanie psu jego ulubionej karmy wtedy, gdy szczerzy zębiska, traktuję jako kiepski żart. To tak, jakby rozwydrzonemu dzieciarowi, żądającemu jakiejś zabawki w sklepie, dać inną, jeszcze fajniejszą, byleby tylko odwrócić jego uwagę od tej, którą chce. Po moim trupie. Dlatego nadal będę stosować metodę wygaszania złego zachowania. Może to potrwa jakiś czas, zanim Plamidło w końcu zrozumie, że na mnie jej wymuszanie nie działa, ale nie zamierzam jej nagradzać za skandaliczne postępowanie. Teraz po prostu jestem w stanie bardzo szybko wychwycić, kiedy zaczyna jej odbijać i natychmiast wstaję z kanapy i wychodzę do kuchni. Ona natomiast uspokaja się szybko i drepcze za mną. Przez chwilę nie zwracam na nią uwagi, nie patrzę nawet w jej kierunku. Udaję, że coś tam sobie robię i nadchodzi upragniony spokój. Jeśli nie mogę wyjść z pomieszczenia, kompletnie nie zwracam uwagi na to, co robi. Obecnie taka szajba mija jej w ciągu minuty. I naprawdę nie interesuje mnie to, że pies jest po takiej akcji sfrustrowany, co stwierdziła pani behawiorystka, oglądając jeden z filmików, który specjalnie dla niej nagrałam, by ukazać w pełni odmienny stan psychiczny Plamy. Trudno. Niech się chwilkę pofrustruje. Moja frustracja nieraz już sięgnęła zenitu i jakoś żyję.
   Jeśli chodzi o spacerki i agresję smyczową w stosunku do innych psiaków, postanowiłam trochę zmodyfikować metody zaproponowane przez panią behawiorystkę. Zamiast parówy kupiłam małe treserki ze żwaczy i owszem, nagradzam ją, ale nie co kilka kroków, tylko ustalam sobie punkty, do których dochodzimy i wtedy daję jej żwaczyka. Aby uniknąć konfrontacji z psami, gdy tylko zauważę na horyzoncie jakiegoś delikwenta, zaczynam przypominać komendę: "Do mnie" i nagradzam. Następnie ćwiczymy komendę: "Patrz na mnie" i daję nagrodę. Oprócz tego staję tak, żeby przechodzący pies był za mną i żeby Plama była skupiona na mnie. I to działa! Chwalę ją przy tym często, gdy idzie przy nodze albo zignoruje potencjalną ofiarę. Wówczas puchnę z dumy, a ona chyba to wyczuwa, gdyż po serii słów: "dobrze", "brawo", "dobry pies" idzie merdając ogonkiem, z podniesioną wysoko głową i klatką piersiową wypiętą jak do wręczania medalu. Wygląda przy tym trochę zabawnie - taka mała, biała zaraza, która całą sobą daje znać, że oto chodnikiem podąża psisko rasy Jack Russel Terrier  - uparte, odważne i nieustraszone, takie, które w swoim łebku roi sobie, iż jest co najmniej dogiem niemieckim.
   Podsumowując - warto posłuchać czyichś rad, ale nie trzeba wszystkich stosować. Nie popieram twardych, siłowych metod tresowania zwierząt, ale też nie zgadzam się z tym przekupstwem jedzeniem. Zwłaszcza niezdrowym, uszkadzającym organy wewnętrzne i wywołującym choroby. Widzę jednocześnie, że pochwały ustne, dodatkowo raz na jakiś czas wzmocnione właściwą przekąską, przynoszą efekty. Najważniejsza jest jednak konsekwencja w działaniu i niezniechęcanie się porażkami. Biorę też pod uwagę genetyczne uwarunkowania mojego psa, który do łatwych w wychowaniu nie należy i który ma charakterek. Można by powiedzieć, iż w naszym przypadku trafił swój na swego ;)
   Po całym ciężkim dniu taki pies bywa mimo wszystko cudownym pocieszeniem. Przyjdzie, ułoży się na kolanach i zwinie, ogrzewa i cichutko pochrapuje. I kocha bezwarunkowo. Nawet wtedy, kiedy i ja nie do końca byłam w porządku i nie zasłużyłam na absolutnie żaden przysmaczek. O kiełbasie to już nawet nie wspomnę...

Kilka twarzy Plamy ;)

(rysunek z książki pt. "Psie sucharki". Polecam dla rozładowania emocji... opiekuna psa)



(Aniołek ;)

(zaabsorbowana niezwykle ważnym zadaniem rozszarpania zabawki na strzępy - częsty widok)

(mała bandytka z odwagą spoglądająca w przyszłość)

(spojrzenie z serii: "powiedz, że już się nie gniewasz...")



Komentarze

  1. Czytałam kiedyś/oglądałam program, w którym wyjaśniano, że werbalne pochwały psa (odpowiednia intonacja itd) uruchamiają w jego mózgu ten sam ośrodek przyjemności, który jest pobudzany w trakcie zjadania smakołyków. Chwal Plamę, kiedyś załapie jak to jest fajnie kiedy pańcia się nie gniewa. Przykre jedynie, że pani behawiorystka nie miała zbyt wiele do zaoferowania w kwestii mądrego wychowywania psa. Ale Plama ma mądrą panią, więc założę się że wyrośnie na ułożoną psicę.
    Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty