Podobno szczęśliwi czasu nie liczą...
Każdego dnia jestem świadkiem powolnej degeneracji samodzielnego myślenia i działania u ludzi. Z racji pewnej powtarzalności nie dziwią mnie już zachowania polegające na przykład na ciągnięciu maminego cyca przez trzydziesto- czy czterdziestolatków, robienie z siebie wiecznie niedojrzałego chłopca/dziewczynki, kreowanie się przez dojrzałych wiekiem (na co wskazuje numer PESEL) ludzi na nastoletnie trzpiotki i ziomków. Nie jestem zaskoczona nieogarnięciem życiowym, notorycznym wpadaniem w tarapaty, nieumiejętnością zadzierzgnięcia nowych znajomości, a później utrzymania tej relacji dłużej niż trwa działanie feromonów, potrzebą nieustannego lansu i snucia opowieści z zielonego lasu. No, powiem szczerze - niewiele jest w stanie wprawić mnie w zdumienie.
Jednak ostatnio dokonałam odkrycia, które lekko mną wstrząsnęło. Ale tylko lekko, gdyż zawsze staram się mimo wszystko zachowywać spokój. Otóż, ucząc pewnego młodzieńca ze szkoły średniej określania czasu w języku niemieckim, długo nie mogłam zrozumieć, w czym tkwi problem, dlaczego ów młodzieniec nie może opanować tak prostej rzeczy, jaką jest ustalenie, którą godzinę wskazuje zegarek. W końcu mnie olśniło... On po prostu nie znał się na zegarku. Takim zwykłym, ze wskazówkami! Trudno mi było w to uwierzyć, więc postawiłam przed nim klasyczny budzik i poprosiłam, żeby powiedział, ile minut zostało do końca zajęć. I tak jak przypuszczałam, nie potrafił tego zrobić.
Postanowiłam przeprowadzić pewien eksperyment na grupie dzieci i młodzieży. I jedna na dziesięć osób umiała posłużyć się tradycyjnym zegarem. Pozostali zerkali na smartfony lub smartwatche. Pomyślałam, że to jest chichot obecnych czasów. Mnie ojciec nauczył posługiwania się wskazówkowym zegarkiem, gdy miałam zaledwie sześć lat. Kupił w tym celu siermiężną zabawkę, składającą się z tekturowej tarczy i plastikowych wskazówek, które trzeba było samodzielnie przesuwać. I tak krok po kroku, bardzo szybko opanowałam tę nową umiejętność. Obecnie mało który młody człowiek widzi potrzebę korzystania ze zwykłego zegara, choć w wielu instytucjach, na dworcach, w restauracjach wiszą na ścianie właśnie takie analogowe urządzenia.
Czasami zastanawiam się, co by się stało, gdyby współcześni: dzieci, młodzież oraz pokolenie dorosłych wychowanych już w czasach wszechobecnej cyfryzacji, nagle zostali pozbawieni dostępu do komputera i smartfona. Przecież zdarzają się awarie, telefon może się rozładować, Internet przestać działać na jakimś zadupiu. I co wówczas uczyni taki człowiek, który nie zna tabliczki mnożenia, nie potrafi dodać ani poprawnie odjąć czy policzyć, ile wyniesie rabat? Znam wielu takich, którzy mając kilkanaście, a nawet -dzieścia lat, nadal do prostych obliczeń używają kalkulatora w telefonie. Jak rozpozna taki ktoś godzinę, odnajdzie drogę na papierowej mapie bez Google Maps, jak odczyta dane z wykresu, tabeli i je zinterpretuje? Jak nie znając alfabetu, co też niestety nie stanowi rzadkości, odszuka wyraz w papierowym słowniku?
Zaraz podniesie się larum, że przecież takie czasy, że dziwne by było, żeby dzieci nie korzystały z dobrodziejstw nowoczesnych technologii i że to przecież nieuniknione itepe. Otóż, nie mam nic przeciwko technologii, ale mam kilka uwag dotyczących zakresu ich udostępniania zwłaszcza dzieciom. Jakże często spotykanym jest widok dzieciaka w wózku, który na chleb mówi beb, ale za to potrafi bez problemu surfować po necie. Albo widok dzieci, które są nadpobudliwe i którym rodzice dla świętego spokoju dają przyzwolenie na wielogodzinne granie w różne, nie zawsze przeznaczone dla nich gry. Lub też nastolatków, którzy bez żadnej kontroli zanurzają się bez reszty w wirtualnym świecie, przez co w dużej mierze mają potem problemy z umiejętnościami interpersonalnymi. Wiadomym jest, że my - dorośli nie jesteśmy w stanie całkowicie temu zapobiec, ale mamy realny wpływ na to, KIEDY po raz pierwszy damy dziecku do ręki smartfon, gdzie przebiegają GRANICE korzystania z multimediów oraz to my powinniśmy nauczyć JAK rozsądnie i bezpiecznie poruszać się w Internecie.
Poza tym uważam, że warto mimo wszystko nauczyć przydatnych czynności bez konieczności używania telefonu czy komputera. Podobno szczęśliwi czasu nie liczą, ale jednak chyba warto wiedzieć, która godzina, aby w tym pędzie, patrząc na rozkład jazdy, nie przegapić jakiegoś ważnego pociągu do przyszłości...



Komentarze
Prześlij komentarz