Byłabym kiepską szafiarką



 Dziś temat niby błahy, lecz także istotny - ubrania. Od razu uprzedzam, że nie jestem żadną szafiarką, influencerką i nie zamierzam propagować trendów ani reklamować marek odzieżowych. Nic z tych rzeczy. Nie jestem także różnie pojmowaną galerianką ;) Jestem rozważną konsumentką. Od czasu do czasu kupuję ubrania, choć kładę nacisk na jakość, nie na ilość i bardzo uważnie analizuję, czego naprawdę potrzebuję. I w ostatni weekend wybrałam się na rajd po sklepach, który niestety zakończył się totalnym fiaskiem i to nie dlatego, że jestem szczególnie wybredna albo w tyłku mi się już przewraca. Mam świadomość, że w porównaniu z czerstwymi czasami komuny, obecnie ciuchów w sklepach jest od wyboru do koloru. Jednak ubolewam bardzo nad ich jakością oraz stosunkiem ceny do tejże jakości.
   Jak można domagać się ponad stu złotych za zwykłą (za przeproszeniem) szmatę z akrylu lub poliestru? Wydawać by się mogło, że czasy plastikowych ubrań są już dawno za nami. A jednak teraz we wszystkich tańszych i droższych sieciówkach czy rzekomo luksusowych butikach  królują sztuczne, beznadziejne tkaniny imitujące te naturalne. Gdy dotykam ich, czuję całą ukrytą w nich sztuczność i wzdragam się przed ich założeniem. Nauczyłam się sprawdzać skład podany na metce i przeważnie czuję rozczarowanie. We wspomniany weekend rozglądałam się za ciepłym swetrem. I nigdzie, dosłownie nigdzie nie znalazłam takiego, który byłby choć w połowie z wełny lub kaszmiru, a jak wiadomo, to właśnie te składniki sprawiają, że robi się nam w danej rzeczy ciepło. Akryl, poliester, polyamid - oto, co dominuje. Swetry takie w ogóle nie spełniają swojej funkcji i powodują, że ciało nieprzyjemnie się poci i wydziela brzydki zapach. O ich stanie po kilku praniach nie wspomnę. Stwierdziłam, że nie ma takiej możliwości, żebym skorzystała z tej niby blakfrajderowej, niesamowicie obniżonej oferty zwykłego badziewia. 
   Niezmiennie budzi moje zdziwienie również fason niektórych elementów garderoby. Wiem, że o gustach się nie dyskutuje, lecz naprawdę nieraz zachodzę w głowę, patrząc na te szkaradzieństwa i zastanawiam się nad tym, kto to w ogóle nosi? Przecież niektóre płaszcze, sukienki, swetry i bluzki są zwyczajnie o-kro-pne. Zniekształcają sylwetkę, wcale nie ukrywają jej mankamentów, a wręcz je podkreślają.
   Tej jesieni chciałam kupić sobie płaszcz. Tak zwaną "przejściówkę", w której można pośmigać, zanim rozpoczną się mrozy. Zakupiłam najpierw płaszcz w necie. Gdy otrzymałam przesyłkę, okazało się, że to straszny bubel. Odesłałam. Pomyślałam, że wolę dołożyć parę złotych i kupić w porządnym sklepie stacjonarnym, zwracając uwagę na skład i odpowiedni krój. Tak też się stało. Po kilku dniach rozpruła się poszewka, więc oddałam rzecz do reklamacji. Czekałam cierpliwie trzy tygodnie. W tak zwanym międzyczasie zrobiło się zimno, więc wskoczyłam w niezawodną kurtkę. Nie doczekawszy się naprawienia płaszcza, zwróciłam się do sprzedawcy o inną możliwość rozwiązania zaistniałej sytuacji. Na szczęście właścicielka sklepu okazała się być bardzo przychylna i pozwoliła mi wybrać inny egzemplarz. Uczyniłam to. Niestety w nim również poszewka zaczęła się pruć. Nie jestem "przy kości", rozmiar był właściwy, więc to nie moja wina. W końcu dostałam z powrotem pieniądze. Zrezygnowałam z chęci posiadania płaszcza i przeprosiłam po raz kolejny nieśmiertelną kurtkę.
   Oczywiście można kupić całkiem porządne rzeczy, jednak trzeba za nie słono zapłacić np. kilkaset złotych za sweter, grubo ponad tysiąc za płaszcz. Podobnie kształtują się ceny innych ubrań czy obuwia. Mogłabym sobie na nie pozwolić, lecz nie zrobię tego, ponieważ jest to niezgodne z moim systemem wartości. Moim zdaniem nieetyczne jest kupowanie ciuchów za takie pieniądze. Po pierwsze ceny te są wygórowane i mocno przesadzone. No ale skoro akrylowy łach kosztuje sto dwadzieścia złotych, to wełniany czy kaszmirowy nie może być niewiele droższy. Kto ustala te ceny? I na jakiej podstawie? Wiele ubrań, nawet znanych marek, produkuje je w biednych krajach, w których pracownik otrzymuje żenująco niską pensję za swoją ciężką pracę. Po drugie nawet cudownie miły sweterek za kilka stów gryzłby mnie strasznie, ponieważ za te pieniądze można by uczynić wiele dobrego na przykład wesprzeć budowę szkoły w Ugandzie, doposażyć schronisko dla zwierząt, wcielić się w Mikołaja i skompletować paczkę dla kogoś potrzebującego.
   Dlatego też, wyrażając swój sprzeciw wobec jawnego robienia konsumentów w balona, poprzestanę na skromnym stanie mojej szafy.
   Jak widać, byłaby ze mnie kiepska szafiarka... A influencerka to już w ogóle.

Komentarze

Popularne posty