Pierwsze obwąchiwanie się ludzi

   Czasami warto poznawać ludzi według zasady: "Opowiedz mi jak najwięcej o sobie, a ja posłucham". Oznacza to po prostu przyjęcie pozycji słuchacza, który zbiera informacje i analizuje je oraz wyciąga wnioski dotyczące zasad, według których będzie kształtowała się określona relacja.
   W prywatnym życiu jestem człowiekiem bardzo otwartym. Gdy poznam interesującą osobę, lubię się z nią spotykać, dyskutować, bawić się (a zabawić się potrafię jak mało kto ;) i po dłuższym czasie zawiązuje się między nami silna więź. Nie muszę widywać się z nią często, jednak dbam o podtrzymanie kontaktu, ponieważ zależy mi na tym konkretnym człowieku. W życiu zawodowym z kolei staram się ograniczyć grono znajomych do minimum. Moim zdaniem miejsce pracy ma służyć przede wszystkim wykonywaniu określonych obowiązków, nie zaś prowadzeniu bujnego życia towarzyskiego. Praca to także sfera, w której nie powinno się zbyt ostentacyjnie wyrażać swoich poglądów, zwłaszcza na kontrowersyjne tematy. "Skupmy się na zadaniach, róbmy swoje i do domu" - to moja dewiza.
   Zdarzyło mi się jednak pracować z kilkoma, naprawdę świetnymi ludźmi i przenieść naszą znajomość na grunt prywatny. Teraz, gdy głównie pracuję sama, brakuje mi na przykład mojej drogiej koleżanki D., z którą można konie kraść. Na szczęście widujemy się od czasu do czasu i wówczas możemy poczuć choć przez chwilę niespotykany klimat i porozumienie. Mimo wszystko nadal podtrzymuję zdanie, że takie bliskie stosunki powinny stanowić wyjątek.
   Wróćmy do początkowego akapitu. Mając już całkiem pokaźne doświadczenie zawodowo-życiowe, wychodzę z założenia, że nieraz lepiej trzymać gębę na kłódkę niż od razu stawać się otwartą książką. Po pierwsze, ryzykowne jest podejmowanie niektórych kwestii np. tych dotyczących polityki czy religii. Może okazać się, że na tym polu pojawi się mur nie do przebicia. A po cóż nam to? Po drugie, nie powinno się opowiadać zbyt wiele o swoim życiu osobistym. Zdawkowe informacje wystarczą. Przecież nie ma sensu ukrywać, że ma się jakąś rodzinę, psa czy kota. Ale szczegółowe relacje zaburzają właściwy układ między współpracownikami. Poza tym wielu kolegów i wiele koleżanek lubi roztrząsać cudze sprawy i problemy. Nie chciałabym, żeby ktoś za bardzo interesował się mną i doradzał mi albo krytykował moje postępowanie. Od takich zadań mam przyjaciółkę, do której mam pełne zaufanie i mogę się zwierzyć jej, a niekoniecznie całemu światu. Po trzecie, nie wszyscy, którzy się do nas uśmiechają, poklepują po plecach i słodko ćwierkają, są wobec nas szczerzy. Boleśnie się o tym przekonałam, gdy kiedyś stawiałam pierwsze kroki w pracy. Uświadomienie sobie tego było niezmiernie przykre, ale też pouczające. Dlatego uważam, że w robocie lepiej zachować dystans.
   Lubię słuchać tego, co inni mają do powiedzenia. Lubię sobie pożartować i się pośmiać. Lubię ludzi pogodnych i emanujących pozytywną energią. Gdy po początkowym obwąchiwaniu się (przepraszam za tę psią nomenklaturę) stwierdzam, że z takim oto człowiekiem mam do czynienia, chętnie czerpię z tej znajomości i dzielę się sobą. Lecz kogoś, z kim nie mam za wiele wspólnego, wolę trzymać na odpowiednią odległość. Niech nie krąży po mojej orbicie, a i ja nie będę wskakiwać na jego orbitę. I wówczas nie zostaje zachwiana harmonia, której potrzebuję jak powietrza.

Komentarze

  1. Myślałam, że to będzie tekst o psach
    :) a tu orbity, harmonia i człowiek, ale też czasami pies. Bo określenie człowiek człowiekowi wilkiem, pies ogrodnika, nie dla psa kiełbasa, pies na baby, łże jak pies, zejść na psy, psiamać... 😉
    Ale też pies najlepszy przyjaciel człowieka i wierny jak pies. Czyli tytuł w dziesiątkę👍👏😉🤓😊

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty