Gorzki smak pseudodemokracji


Nie jestem fanką filmów Vegi, ale na ten obecnie najgłośniejszy poszłam. Chciałam zobaczyć i wyrobić sobie zdanie. Film jak film. Ma swoje dobre i złe strony. Nie spodziewałam się niczego bardziej szokującego niż zwyczajna rzeczywistość. Żyję już wystarczająco długo, by być pozbawioną złudzeń co do świata polityki. Do innych światów również. I mimo, iż być może nie jest to film wszech czasów, wzbudził we mnie jednak pewne emocje. Głównie żal.
   Od razu wyjaśniam, że nie jestem gorliwą patriotką, nie podejrzewam siebie o jakieś zrywy narodowo-wyzwoleńcze, gdyby zaistniała taka potrzeba, choć kto wie... Przestałam rozdrapywać przeszłość naszej ojczyzny, gdy czytam kolejną książkę czy artykuł historyczny. Jednak poczułam żal, gdy oglądałam ostatnią scenę filmu, odegraną przez Daniela Olbrychskiego. W jego słowach o dzieleniu narodu, o "napierdalaniu się" jednego ula z drugim, było tyle gorzkiej prawdy. Wszyscy liderzy rozmaitych ugrupowań politycznych czy kościoła, przedstawieni w filmie, reprezentują daleko posunięte zepsucie moralne, etyczne, kierują się tylko i wyłącznie własnym interesem, są mistrzami w robieniu dealu z przeciwnikiem. Nie to jest jednak najgorsze. Najgorsze jest to, że wszyscy jak jeden mąż, wycierają sobie gęby ojczyzną, Bogiem, patriotyzmem, dobrem Polek i Polaków, a tak naprawdę są to dla nich puste słowa. Są doskonałymi manipulantami, bezwzględnymi wojownikami o władzę, hipokrytami, którzy żyją i bawią się na koszt podatników. Niby to wiem od dawna, ale po raz kolejny przypomnieć sobie te bulwersujące sceny, znane z mediów skandale, ten fałsz i obłudę, to jakby znowu przełknąć ohydną łyżkę dziegciu.
   W kinie na początku było wesoło, wybuchały co jakiś czas salwy śmiechu, gdyż Polacy to naród, który potrafi się śmiać, również z samego siebie. Gdzieś tak w połowie seansu nie śmiał się nikt. A na końcu zapanowała cisza i nie było słychać nawet popcornożerców i colosiorbaczy. Kim my jesteśmy? My - Polacy. My - spadkobiercy tych, którzy osiemdziesiąt lat temu walczyli o ten kraj. Ilu ludzi, także po wojnie, w czasie okupacji radzieckiej, oddało swoje życie, zdrowie, straciło wszystko, żeby współczesne społeczeństwo mogło żyć w dobrobycie i pokoju... Nachodzi mnie niestety smutna refleksja, że chyba to poświęcenie było pozbawione sensu. Naród, który nie potrafi należycie korzystać z wolności, żyć w zgodzie, z poszanowaniem każdego obywatela, darząc zrozumieniem każdego, niezależnie od jego poglądów, przekonań, orientacji seksualnej, wyznania - nie jest godzien być narodem wolnym, żyjącym w wolności. Na cóż przydaje się wzajemna agresja, te antagonizmy sprytnie podsycane przez cierpiących na samouwielbienie przywódców, ta zawiść...
   Od jakiegoś czasu hamuję się ze zdradzaniem swoich poglądów. Mogę sobie na to pozwolić tylko w ściśle określonym gronie. Na rynku, w sklepie, w pracy, a także w rodzinie zamykam często jadaczkę na cztery spusty. Nie dlatego, że się boję. Nie należę do bojaźliwych ludzi. Jednak szkoda mi zdrowia na użeranie się i odpieranie ataków, które nabierają rozpędu z każdym słowem. Nie chcę znielubić, obrzydzić sobie kogoś, z kim do niedawna było mi miło się spotkać. Jestem zaskoczona, że niektórzy moi znajomi lub członkowie rodziny, mają tak skrajnie różne spojrzenia na te same zdarzenia polityczne czy społeczne. Nie twierdzę, że to ja mam zawsze rację. Uważam, że każdy ma prawo do swojego zdania, lecz nie mogę znieść tej napastliwości skierowanej w moją stronę, kiedy okazuje się, że ja inaczej coś postrzegam. Dlatego grono ludzi, których dopuszczam do mojego świata, jest ograniczone, wąskie. Nie chcę zachorować na złość. Chcę otwartości, radości, tęczy po deszczu, tolerancji, szczerości.
   Jestem lewaczką. Moi oponenci w dyskusjach nieraz nie potrafią ułożyć sobie w głowie tych puzzli - ja jako członek ich rodziny, współpracownik, koleżanka, która wielokrotnie im pomogła, nigdy nie oszukała, nie zrobiła krzywdy, głoszę lewicowe poglądy. To trudne. Wiem. Ale nie niemożliwe. Łatwiej opluć kogoś anonimowego niż kogoś ze swojego otoczenia. Jestem lewaczką, ale nie zamierzam nikogo na siłę przekonywać do swojego zdania. Nie chcę narzucać swojego punktu widzenia. Szanuję, chociaż czasami nie rozumiem. I chciałabym, żeby to działało w drugą stronę. Bo jak na razie czuję gorycz i żal.

Komentarze

  1. Nie chcialam komentować tego postu, bo tematy polityczne są zawsze kontrowersyjne, a ja nie czuje potrzeby zabierania głosu, ale gdy doszlam do końca poczułam się w obowiązku wyrazić swoje zdanie... I co z tego, że jesteś lewaczką i co z tego, że czasami uważam inaczej niż Ty... Moje puzle w głowie są dobrze poukładane i mimo, że jesteśmy inne, chcę ogłosić wszem i wobec, że jesteś świetną koleżanką, że bardzo sobie Ciebie cenię, że jesteś mądrą kobietą, a Ci co sprawiają, że poczułaś gorycz i żal, wiesz kim są ....:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, bardzo mi miło :) Wiem, że jesteś tolerancyjną osobą i niezmiernie sobie to cenię. Mnie również nie przeszkadza, że miewamy różne zdania na różne tematy :) Dobrze jest po prostu podyskutować kulturalnie.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty