Historia nauczycielką życia?
W Gdańsku, oprócz Starego Miasta zwiedziłam oczywiście muzea, w tym Muzeum II Wojny Światowej i Muzeum Narodowe. Mam w planach odwiedzenie kolejnych, lecz już następnym razem. Muzeum Narodowe zaskoczyło mnie bogactwem rzeźb, tryptyków, obrazów i mebli pamiętających naprawdę dawne czasy, gdyż najstarsze eksponaty również pochodzą ze średniowiecza. Niektóre z XIV wieku. Poszłam tam głównie z powodu nieodpartej chęci podziwiania na żywo słynnego "Sądu Ostatecznego" Memlinga, ale czułam się usatysfakcjonowania podwójnie, gdy ujrzałam przecudne malarstwo polskie i zagraniczne, w tym ogromną ilość obrazów barokowych. Wśród nich znajdowały się te przedstawiające popularny motyw przemijania. Był też obraz Brueghel'a pod znamiennym tytułem "Złodzieje drewna (otyły i chudy"). Nie musiałam patrzeć na opis, by od razu odgadnąć, kto jest autorem tego niewielkiego dziełka. Dziękuję w tym miejscu swojej polonistce z liceum, która wystawiała nas na tzw. challenge, gdy dawała nam na przykład kopie obrazów, fragmenty utworów i kazała, żebyśmy na podstawie znajomości stylu tworzenia różnych artystów, określili, kim są twórcy. W muzeum oprócz tego znajdowało się mnóstwo średniowiecznych rzeźb religijnych, zachowanych z różnych kościołów. Niesamowite było to, że mogłam z bliska obejrzeć dzieło rąk dawnych rzeźbiarzy, obejrzeć ten charakterystyczny sposób przedstawiania kobiet (głównie Maryi i świętych) - wysokie czoła, wydatne brzuchy (nie z powodu ciąży), pociągłe twarze (nieszczególnie piękne). Z kolei dzieła barokowe pełne alegorii i symboli wzbudzały niepokój, gdyż słusznie przypominały, że czas mija, a wraz z nim wszystko dookoła i my też. Nie będę się rozpisywać. Po prostu zachęcam do zwiedzania. W piątki wejście jest gratis, choć normalnie bilety też są niedrogie.
Ogromne wrażenie zrobiło na mnie Muzeum II Wojny Światowej, zwłaszcza, że historia tego okresu jest moim konikiem. Na początku warto zaznaczyć, że muzeum prezentuje wydarzenia związane z wojną w rozmaity, głównie nowoczesny sposób. W niczym nie ustępuje najlepszym muzeom światowym posługującym się takimi technikami multimedialnymi i przestrzennymi, by jak najmocniej odcisnąć ślad na odbiorcach w różnym wieku. Gdy przechadzałam się po kolejnych salach, z każdym krokiem pogrążałam się w zadumie. Wokół panowała cisza, mimo dość dużej frekwencji. Goście z uwagą słuchali audioprzewodnika, czytali informacje, oglądali filmy, relacje świadków i przyglądali się fotografiom. Zagłębiając się coraz dalej w proces postępowania wojny i związanych z tym zniszczeń, prześladowań, wzrastającej, zatrważającej liczby ofiar, odczuwałam czarny smutek, gdyż po raz setny uświadamiałam sobie, czym była ta wojna i jak niewielkie znaczenie miał wówczas człowiek, jednostka ludzka. Przyznam - bywały momenty, że czułam gulę w gardle, a łzy napływały mi do oczu. Każdy list, ubranie, przedmioty użytku codziennego, broń, osobiste pamiątki,rysunki, nagrania, relacje - były dla mnie wstrząsające. I nieważne było to, czy to była rzecz należąca do żołnierza, przedstawiciela ludności żydowskiej lub polskiej, ofiary Katynia, zdjęcie dziecka, kobiety, mężczyzny, kogokolwiek. To był ślad czyjegoś życia, które zostało gwałtownie wprowadzone na tory wojenne na mocy decyzji ludzi będących u władzy i traktujących mapę Europy i świata jak parcele zasiedlone przez podległe im marionetki i którymi to parcelami można dowolnie rozporządzać, a lalkom narzucić taki czy inny los.
Wśród odwiedzających byli ludzie różnych narodowości. Gdy akurat oglądałam wystawę poświęconą uzbrojeniu i wyposażeniu armii niemieckiej, dwóch młodych Niemców stojących obok komentowało działanie motocykla. W pewnym momencie jeden tłumaczył drugiemu, jak można było na tymże wehikule jechać i strzelać. Obaj się zaśmiali. I to mnie zmroziło. Spojrzałam im w oczy. Moje oczy też są niebieskie, też są w pewnej części niemieckie, język niemiecki jest moją pasją, lecz w tamtej chwili odezwała się jednak moja polska natura, część tego udręczonego narodu, który był szarpany przez najeźdźców z dwóch stron. Młodzi Niemcy chyba poczuli się dziwnie, gdy tak na nich patrzyłam. Poszli dalej. A ja zostałam z tą niespodziewaną niechęcią, którą gdzieś podskórnie poczułam. Życie jednak toczy się dalej, więc i ja ruszyłam.
Na końcu zwiedzania w słuchawkach przewodniczka podsumowała skutki wojny. Polska zniszczona, rozjechana, zrujnowana, miliony ofiar na całym świecie, zasady etyczne, które zostały odwrócone na czas tej hekatomby... A potem kolejne konflikty, podziały, prześladowania, ataki... Jako ostatnia wypowiedź pada pytanie: Czy II wojna światowa niczego ludzi nie nauczyła? Jak widać nie, skoro znowu mamy klimat jak sprzed tamtej wojny, a "władcy" tego świata prężą muskuły, które najwidoczniej aż rozrywają ich koszule.















Gdańsk mam na wyciągnięcie ręki, jednak wielu miejsc jeszcze moje oczy nie wiedziały. Swojego miasta w końcu jeszcze dobrze nie znam, mimo że mieszkam w nim całe życie. ;) Przypomniałaś mi chwilę przeżytą ładnych parę lat temu, kiedy byłam na wycieczce klasowej. Wszyscy chodzili jak sępy, spoglądali i szli dalej. Jak gdyby nigdy nic. Na mnie obraz Memlinga zrobił ogromne wrażenie, wiedziałam, że na Tobie też zrobi. :) Do tej pory oglądałam go tylko w książkach. Patrzyłam na niego jak na jakiś cud, jak na coś tak odległego, niemożliwego do okiełznania! A tu taka malutka w świecie Kejt, stoi przed nim i wszystko staje się inne. Dziękuję, bo dzięki Tobie znowu mogłam poczuć te ciary, jak wtedy, kiedy zawiesiłam na nim swoje oko.
OdpowiedzUsuń