Kronika tatrzańska odc. 3 - Teatr Witkacego - zanurz się w nim i wracaj wielokrotnie. Albo zgiń, przepadnij w tłumie.

   Wczoraj po raz kolejny w życiu udałam się w miejsce szczególne i niesamowite - do Teatru Witkacego. Tym razem był to spektakl pt. "Człapówki - Zakopane" wg utworu Andrzeja Struga. Gdy już zajęłam miejsce gdzieś w kącie, tak, by nikt mi nie przeszkadzał, rozglądałam się dokoła. Ludzi przyszło co niemiara, panował gwar. Trochę drażniło mnie zachowanie grupki znajomych w wieku średnim, którzy rozsiedli się przy jednym ze stolików i bardzo głośno śmiali się i rozmawiali, jakby brakowało im na co dzień uwagi ze strony innych. Szybko dostawiano dodatkowe krzesła, gdyż nie wystarczyło miejsc dla wszystkich. Tuż przy scenie usadowili się muzycy - saksofonista, trębacz, akordeonista i ktoś jeszcze, lecz niestety nie mogłam go dostrzec. Czekałam cierpliwie na to, co się za chwilę wydarzy. W końcu zaczęło się.
   Pomiędzy widzami zaczęli przeciskać się aktorzy już od tego momentu odgrywający swoje role. Jedna z kobiet reklamowała swój pensjonat. Inna - seksowna blondynka z lampką wina w jednej ręce i butelką w drugiej, z szerokim, pijanym uśmiechem krwistoczerwonych ust - śmiała się i zataczała lekko, w końcu usiadła na chwilę jednemu mężczyźnie na kolanach, po czym wstała i poszła w kierunku sceny. Jakiś mężczyzna zagadywał, kolejny również z głupkowatym uśmiechem i nieco wyniosłą miną, ogólnie panowało zamieszanie, które dobrze kojarzę z tym miejscem. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem. No tak - "banda szaleńców" - pomyślałam bez złośliwości.
   Nie będę opowiadać, co było dalej. Kto jest zainteresowany, niech po prostu przy okazji pobytu w Zakopanem, pójdzie na przedstawienie. Naprawdę warto. Nie tylko na "Człapówki", choć przyznam, że forma i przesłanie te sztuki należy chyba do najłatwiejszych w odbiorze tego teatru. Sam Teatr Witkacego jest niezwykły. Mieści się w budynku dawnego ośrodka dra Chramca, u którego chętnie leczyli się między innymi gruźlicy, głównie z tzw. wyższych sfer, choć nie tylko. Teraz mieści się tu Starostwo Powiatowe i właśnie teatr. Znajduje się w nim m.in. Scena Witkacego i Scena A. Bazakbala oraz Kawiarnia Witkacy. Na elewacji sąsiadujących budynków znajdują się murale wykonane przez studentów ASP, przedstawiające między innymi znajomą "gębę" Witkiewicza. Wnętrza teatru kryją niepowtarzalny klimat. Mrok, przytłumione światło, rysunki Witkacego, zabytkowe meble. Aktorzy wchodzą między przybyłych i już grając swoje dziwaczne niekiedy role, nawiązują kontakt z widzem.
   Widz jest tu witany i żegnany przez aktorów. Widz jest tuż przy scenie. Jest tak blisko, że chyba już bliżej nie może być. Dla kogoś, kto przychodzi tu pierwszy raz, może to być trochę szokujące i onieśmielające, lecz stali bywalcy od początku wiedzą, co się święci i poddają się chwilami psychodelicznemu nastrojowi. Po spektaklu często odbywają się spotkania aktorów z widownią. Wczoraj nieliczna grupka pozostałych widzów została zaproszona do wspólnego stolika przez aktorów. Wszyscy siedzieli wyluzowani, choć na początku nieco skrępowani. Lecz ten wewnętrzny wstyd, to przekonanie, że aktor to niemalże półbóg, szybko znikł, gdy pojawiły się swobodne pytania jednych do drugich i odwrotnie. Aktorzy z Witkacego są normalni, choć mimo wszystko unosi się nad ich głowami aura niezwykłości. Żyją tutaj i od trzydziestu lat utrzymują teatr na powierzchni i mimo upływu lat, zmian społecznych oraz politycznych, trendów w sztuce, pozostają wierni swoim zasadom, jak to ujęła jedna z aktorek. Żadnego podlizywania się odbiorcy, ulegania jego oczekiwaniom, eventów i fotek na ściankach, lansowania się na salonach, przebierania w ciuchy jakichś projektantów. Godne podziwu w tym oszalałym i zdominowanym przez zdurniałe do reszty społeczeństwo.
   Czy ten teatr jest dla każdego? W toku rozmowy zostały poruszone problemy związane z dotarciem do nowego odbiorcy, ze zwerbowaniem go, gdyż w dobie Internetu, swobodnego dostępu do innym form sztuki, nie jest to proste. Aktorzy uważają, że najlepszy jest tzw. marketing szeptany. Rzeczywiście przyjdą wówczas ludzie, którzy czują, że chcą tu być, chcą wejść i przeżyć coś niespotykanego. Ktoś z widzów zaproponował, żeby wyjść na Krupówki i zachęcać bezpośrednio do wizyty w teatrze, lecz jeden spośród aktorów zapytał, czy gdyby przyszli tu ludzie z przypadku, z "łapanki", to reakcja widowni byłaby taka, jak na przykład w czasie tego spektaklu. Nie. Nie byłoby tej energii i porozumienia, tej iskry przelatującej między sceną a widownią.
   Ludzie przyjeżdżają do Zakopca w różnym celu. Dla jednych to wyjątkowe miejsce, które ma bogatą historię, ofertę kulturalną i które przez wiele lat było mekką artystów. Dla innych to tylko kolejne modne miasto, w którym można się napić, kupić magnes na lodówkę i inne duperele pod Gubałówką. Czołowe miejsce zatem stanowią dla nich Krupówki. Przepraszam - Człapówki ;)
 
 




Komentarze

Popularne posty