Kronika tatrzańska odc. 1 - Dziwoki idom w góry
- Proszę pana - odezwała się kobieta w średnim wieku, wołając kierowcę busa. - Czy jedzie pan do Murowańca?
- Do Murowańca??? - kierowca spojrzał na nią zaskoczony.
- No do Murowańca.
- Nie, proszę pani. Do Murowańca to trzeba samemu dojść. Z buta - poinformował ją z lekką nutką ironii w głosie.
- Acha... A nad Czarny Staw jeżdżą jakieś busy? - turystka nie dawała za wygraną.
Tym razem kierowcę naprawdę zamurowało. Po chwili pokręcił głową i odparł:
- Oj widzę, że ma pani zerową orientację w okolicy.
- No wypraszam sobie - rzekła urażona kobieta. - Mam mapę i chodzę po górach.
- Od kiedy? I jak pani patrzy na tę mapę? Trzeba ją trochę postudiować, a nie iść na spontana w góry, droga pani. Po takich jak pani musi potem TOPR lecieć - kierowca był poirytowany. To nie ulegało żadnej wątpliwości.
W końcu każdy zajął swoje miejsce w busie i ruszyliśmy. Na miejscu, przy wysiadaniu każdy płacił za przejazd. Podeszła również wspomniana turystka. Wręczając kierowcy pieniądze, dorzuciła jeszcze swoje trzy grosze:
- Ale z pana mądraliński. Dawno nie spotkałam takiego faceta, dawno...
- To niech sobie pani popatrzy - ciętą ripostą mężczyzna zakończył rozmowę.
Czy był on bezczelny? Może trochę tak, ale zarówno ja, jak i moja ekipa, z którą wybierałam się w długą wędrówkę, stwierdziliśmy, że miał sporo racji. Nigdy nie przestanę się dziwić zachowaniu różnych cudaków przyjeżdżających do Zakopanego. Ich ignorancja bywa porażająca i bardzo niebezpieczna. Sama wielokrotnie byłam świadkiem ich niefrasobliwości.
Słynne damy w japonkach wybierające się wysoko w góry, wytapetowane piękności od stóp do głów przygotowane na wybieg zamiast na szlak, facet targający kilkuletniego syna na Świnicę, panika na Giewoncie przy zejściu mimo tego, że wcale nie jest tam groźnie (no chyba że stoi tam grupa dziwoków, która na widok kawałka łańcucha, popuszcza w gacie z nieuzasadnionego strachu i powoduje swoim zachowaniem zamieszanie) - to tylko kilka przykładów. Biedni TOPR-owcy nieraz otrzymują zaskakujące wezwania do turystów, którzy po prostu chcą się przelecieć helikopterem albo bolą ich nogi. Ratownicy narażają życie dla ludzi, którzy marzą o zdobywaniu szczytów, będąc kompletnie nieprzygotowanym, nieodpowiednio ubranym i nieposiadającym właściwych zapasów żywności i napojów. Oprócz tego samozwańczy taternicy idą do celu po trupach, nie bacząc na pogodę i towarzyszące jej trudne warunki.
Zdarzało mi się przekonywać turystów, że mogą nie dać rady wejść na jakiś szczyt, gdyż jest to ich pierwsza wyprawa w Tatry Wysokie. Tłumaczyłam, jak należy planować wyjście, jak korzystać z mapy, na której jest wskazany orientacyjny czas, nie zaś kilometry. Wyjaśniałam, że ten malutki odcinek to nie takie hop-siup, lecz na przykład dwie bite godziny trudnej wspinaczki. Czasami mówiłam, że ja nie wybieram się w takie czy inne miejsce, gdyż znam swoje ograniczenia i lęki. Niestety nieraz moje argumenty okazywały się niewystarczające i później widziałam, jak wykończeni i zawiedzeni turyści wracali do domu na tarczy.
A na koniec wisienka na torcie. Będąc na Kasprowym, usłyszałam pytanie dziecka do matki:
- A gdzie tu jest McDonald's?
No comment.
- Do Murowańca??? - kierowca spojrzał na nią zaskoczony.
- No do Murowańca.
- Nie, proszę pani. Do Murowańca to trzeba samemu dojść. Z buta - poinformował ją z lekką nutką ironii w głosie.
- Acha... A nad Czarny Staw jeżdżą jakieś busy? - turystka nie dawała za wygraną.
Tym razem kierowcę naprawdę zamurowało. Po chwili pokręcił głową i odparł:
- Oj widzę, że ma pani zerową orientację w okolicy.
- No wypraszam sobie - rzekła urażona kobieta. - Mam mapę i chodzę po górach.
- Od kiedy? I jak pani patrzy na tę mapę? Trzeba ją trochę postudiować, a nie iść na spontana w góry, droga pani. Po takich jak pani musi potem TOPR lecieć - kierowca był poirytowany. To nie ulegało żadnej wątpliwości.
W końcu każdy zajął swoje miejsce w busie i ruszyliśmy. Na miejscu, przy wysiadaniu każdy płacił za przejazd. Podeszła również wspomniana turystka. Wręczając kierowcy pieniądze, dorzuciła jeszcze swoje trzy grosze:
- Ale z pana mądraliński. Dawno nie spotkałam takiego faceta, dawno...
- To niech sobie pani popatrzy - ciętą ripostą mężczyzna zakończył rozmowę.
Czy był on bezczelny? Może trochę tak, ale zarówno ja, jak i moja ekipa, z którą wybierałam się w długą wędrówkę, stwierdziliśmy, że miał sporo racji. Nigdy nie przestanę się dziwić zachowaniu różnych cudaków przyjeżdżających do Zakopanego. Ich ignorancja bywa porażająca i bardzo niebezpieczna. Sama wielokrotnie byłam świadkiem ich niefrasobliwości.
Słynne damy w japonkach wybierające się wysoko w góry, wytapetowane piękności od stóp do głów przygotowane na wybieg zamiast na szlak, facet targający kilkuletniego syna na Świnicę, panika na Giewoncie przy zejściu mimo tego, że wcale nie jest tam groźnie (no chyba że stoi tam grupa dziwoków, która na widok kawałka łańcucha, popuszcza w gacie z nieuzasadnionego strachu i powoduje swoim zachowaniem zamieszanie) - to tylko kilka przykładów. Biedni TOPR-owcy nieraz otrzymują zaskakujące wezwania do turystów, którzy po prostu chcą się przelecieć helikopterem albo bolą ich nogi. Ratownicy narażają życie dla ludzi, którzy marzą o zdobywaniu szczytów, będąc kompletnie nieprzygotowanym, nieodpowiednio ubranym i nieposiadającym właściwych zapasów żywności i napojów. Oprócz tego samozwańczy taternicy idą do celu po trupach, nie bacząc na pogodę i towarzyszące jej trudne warunki.
Zdarzało mi się przekonywać turystów, że mogą nie dać rady wejść na jakiś szczyt, gdyż jest to ich pierwsza wyprawa w Tatry Wysokie. Tłumaczyłam, jak należy planować wyjście, jak korzystać z mapy, na której jest wskazany orientacyjny czas, nie zaś kilometry. Wyjaśniałam, że ten malutki odcinek to nie takie hop-siup, lecz na przykład dwie bite godziny trudnej wspinaczki. Czasami mówiłam, że ja nie wybieram się w takie czy inne miejsce, gdyż znam swoje ograniczenia i lęki. Niestety nieraz moje argumenty okazywały się niewystarczające i później widziałam, jak wykończeni i zawiedzeni turyści wracali do domu na tarczy.
A na koniec wisienka na torcie. Będąc na Kasprowym, usłyszałam pytanie dziecka do matki:
- A gdzie tu jest McDonald's?
No comment.


Serio? McDonald's? Jakbym słyszała znaną Ci już osobę. :)
OdpowiedzUsuńGłupota ludzka nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać, a na miejscu tego pana też bym pojechała tej babie. Takie nieuki to samo zagrożenie.