Doniesienia ze świata suk

   "Co za suka" - słyszymy czasami. Ostre słowa, lecz inaczej nie można określić osób płci żeńskiej, które za jedyny swój cel życiowy obierają dokopywanie wszystkim za wszystko. Dla równowagi można by dodać analogiczne określenie dla facetów - sukinsyn, bo i tacy niestety też się zdarzają. Na użytek tego wpisu pozostanę jednak przy kobietach.
   Nikt tak jak kobiety nie potrafi wspierać w trudnych chwilach, dźwigać brzemienia całego świata, ogrzać serca ciepłym słowem i czule przytulić. Lecz z przykrością muszę stwierdzić, że również nikt, tak jak kobiety, nie potrafi siać zniszczenia. Nie mam tu na myśli wojen, choć i one czasami wybuchały z powodu niewiast. Mam na uwadze spustoszenie psychiczne, nerwowe i emocjonalne, podkopanie poczucia wartości, wykluczenie i odrzucenie - całą gamę możliwości znokautowania przeciwnika lub przeciwniczki. Jeszcze bardziej przykre jest to, że kobiety niekiedy walczą przeciwko innym kobietom i są przy tym niezwykle okrutne i bezwzględne.
   Pamiętam brak zrozumienia ze strony starszych już pań w mojej pracy wobec młodych matek. "Trudno, kto ma pszczoły, ten ma miód - kto ma dzieci, ten ma smród", "A ta znowu na zwolnieniu", "Co to znaczy, że się zwalniasz z zebrania? I co z tego, że musisz odebrać dziecko ze żłobka? A moje dziecko (nastoletnie - przyp. autorki) to niby nie potrzebuje matki???", "Jak to nie jedziesz na szkolenie, bo nie masz z kim dziecka zostawić? A ojciec? A babcia, dziadek?" - tego typu teksty leciały niczym strzały i wbijały się prosto w piersi matek małego potomstwa, które jeszcze nie zdążyło wyrosnąć z pieluch i miało gile pod nosem. Ciężko się tego słuchało ze strony tych, które przecież nie tak dawno temu same zmagały się z pogodzeniem pracy z macierzyństwem. Niektóre z nich miały pomoc babć i dziadków, więc można jakoś wytłumaczyć ich brak zrozumienia, gdyż nie wiedziały jak to jest cały tydzień główkować, by opracować dobrze funkcjonujący harmonogram działań. Ale były wśród nich i takie, które również samodzielnie musiały radzić sobie z zapewnieniem opieki dzieciakom. One miały ciężko, więc dlaczego młode mają mieć lżej. I jazda ze złośliwymi komentarzami!
   Jeszcze gorszym zachowaniem jest kopanie dołków pod współpracownicami, komentowanie wyglądu, stanu posiadania, tego, jakim jeździ samochodem, gdzie była (albo nie była znowu) na wakacjach, czy jest sama, czy ma faceta, kim jest jej facet - w sensie: gdzie pracuje, na jakim stanowisku itp. Straszne. Człowiek-kobieta pod ciągłym obstrzałem krytyki. A za co dostała nagrodę? Pewnie włazi w dupę szefowi albo robi coś jeszcze gorszego - wiadomo co. A ten ostatni jej projekt to totalna porażka i naprawdę ten szef zgłupiał, skoro tak ją chwali. I na dodatek daje jej podwyżkę. Czyli jednak ona robi wiadomo co, a nie tylko włazi w dupę. Z pewnością to zwykła lodziara, zdzira i cwaniara jakich mało. Jeśli kobieta jest ładna - źle. Bo to taki pustak, lala, tapeciara, tipsiara, lambadziara, pewnie cały wieczór stoi przed lustrem i jedynym jej zmartwieniem jest wybór kreacji na następny dzień. Gdy kobieta nie grzeszy urodą - jeszcze gorzej. Co za pasztet, morświn, maszkara, brzydka jak noc listopadowa, ogólna masakra. I tak wyrażają się na boku "koleżanki" o innych koleżankach, po czym słodko się uśmiechając, prawią im komplementy i nawet im przy tym powieka nie drgnie.
   Ostatnio zdenerwowała mnie opowieść mojej dobrej kumpeli - A., którą znam jeszcze z liceum. Zadzwoniła do mnie załamana, prosząc o rozmowę. Jej "koleżanka", nie pierwszy zresztą raz, powiedziała na spotkaniu towarzyskim, że dziwi się bardzo, iż ktoś tak głupi jak A., ma tak mądre dziecko. Krew mi się zagotowała! Nie mogłam uwierzyć, że można być tak bezczelną i okrutną suką (sorry - innych słów nie znajduję). Mojej kumpeli odjęło mowę. Mnie zapewne by nie odjęło, lecz szlag by mnie trafił i bym odparowała, że dziwi mnie, iż ktoś tak (niby) mądry ma tak głupie dziecko, które "kibluje" już drugi rok w tej samej klasie. Trochę byłoby to chamskie, ale niestety - z chamami trzeba po chamsku. Nie każdy jednak potrafi szybko zareagować i potem cierpi, tak jak moja serdeczna koleżanka, która cały weekend nie mogła przestać o tym myśleć. Nie dość, że dziewczyna ma o sobie bardzo kiepskie mniemanie, to dodatkowo otrzymała już któryś raz taki pocisk.
   Dlaczego to chamidło w spódnicy tak atakuje A.? Ano dlatego, że doskonale zna słabe punkty A. Dobrze wie, że ma ona niską samoocenę, liczne kompleksy i niedawno musiała uporać się z całą masą problemów osobistych. Zwierzała się biedna tej chamce, myśląc, że trafiła na życzliwą osobę, a ona w najbardziej bezwzględny sposób wykorzystała swoją wiedzę tylko po to, żeby ją stłamsić i to na oczach innych pseudo koleżanek, z których żadna nie stanęła w jej obronie. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, co jeszcze pchnęło agresorkę do takiego zachowania. I po dłuższej rozmowie z A. już wiem. Otóż, tak jak pisałam w innych postach, często atakują ludzie, którzy sami mają problemy z własną samooceną, a ich życie nie jest usłane różami. Skrzętnie skrywają kompleksy i po cichu czegoś komuś zazdroszczą. Ponadto chcą umniejszyć drugą osobę, ośmieszyć ją na forum, by dodać sobie animuszu. Lubią być gwiazdami i to najjaśniej świecącymi w całej konstelacji.
   A. ma męża, dwie świetnie uczące się córki, pracę, którą lubi i do której się nadaje. Jest ciepłym, dobrym człowiekiem, a także mądrą (tak! - droga A., jesteś mądra!), empatyczną osobą. I to może boleć jej "koleżankę" - porzuconą przez męża, który poszedł w tango z młodszą i niebawem będzie miał z nią dziecko, mającą kłopoty wychowawcze z synem, niegarnącym się zanadto do nauki i mający matkę w odwłoku. Domyślam się, że boli ją więcej pozytywnych rzeczy w życiu A. i dlatego nie odpuszcza i regularnie wystrzeliwuje swoje pociski. Cóż może uczynić A.? Ma co najmniej dwa wyjścia: albo nauczyć się szybkiej, błyskotliwej i ciętej riposty, choć przez czas treningu wiąże się to z napięciem  nerwowym, albo zwyczajnie nie spotykać się z sukami (lub sukinsynami) i otaczać się życzliwymi ludźmi. To ostatnie rozwiązanie oszczędza energię i zdrowie. Po cóż narażać się na stres, utrzymując kontakty z toksycznymi osobami? Należy je wykasować ze swojego grona i spokój. Niech się kiszą w swoim sosie.
   Droga A., jesteś wspaniała i wartościowa. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Spójrz na siebie z boku - dostrzeż w sobie piękno. Masz przecież tyle dobrych cech. Naprawdę nie widzisz, że jesteś dobrą matką, żoną, świetną pracownicą, że masz poczucie humoru, potrafisz się bawić i śmiać, masz dystans do siebie, a to rzadkość. Nie wyobrażam sobie, żebyś mogła kogoś celowo skrzywdzić czy wyrządzić komuś przykrość. Przeżyłam z Tobą szalone chwile, o których może nie będę się rozpisywać ;) I szykuj się - jestem ja k tornado i zamierzam do Ciebie niedługo przybyć i trochę z Tobą zaszaleć jak za dawnych czasów. Zbieraj się do kupy! Jakkolwiek to brzmi...

  

Komentarze

  1. Zgadzam się z każdym słowemTwojego wpisu. I pragnę oświadczyć wszem i wobec, że frausuchen należy do tych życzliwych osób, którymi należy się otaczać. Jest szczera, bezpośrednia, ma ogromne poczucie humoru, jest mistrzem cietej riposty i skarbnicą mądrych rad. Pamiętam jak kiedyś, gdy na mojej drodze stanęła pewna sucz, zamieściła wyjatkowy wpis, który podniósł mnie na duchu. Dobrze, że jesteś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki wielkie. Ale mi miło :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty