Foczki, morświny i kaszaloty
Zastanawiałam się, o czym napisać. Od rana ciśnie mnie
konieczność wyartykułowania swoich spostrzeżeń, które nagromadziły się przez
ostatni czas. Może o tym, że w końcu odważyłam się przyznać, że osiągnęłam
harmonię? Albo o foczkach i morświnach? A może o tym, że warto się zmęczyć, tak
fizycznie, aż do potu cieknącego po tyłku? Hm... Foczki i morświny jednak
bardziej mnie uwierają i wierzgając w mej głowie, domagają się uwagi tu i
teraz. Cóż, zaczynam...
Foczki, morświny to, jak powszechnie wiadomo, morskie
zwierzątka. Foczki kojarzą się nam z tymi pięknymi, wielkimi oczami smutno
jakoś patrzącymi w oko kamery. Być może dlatego, że nie są zadowolone z
obecności człowieka w ich intymnym, foczym świecie, człowieka, który tak
ochoczo zdziera z nich skórę (na żywca!) i robi sobie potem z nich milusie
futerko. Morświnki też są całkiem milusie, tylko nieco większe. Istnieją
jeszcze kaszaloty. Widziałam takiego potwora na okładce książki mojego
ulubionego polskiego pisarza o imieniu Szczepan i twarzy prawdziwego twardziela.
I ten kaszalot jest wielgachny, łypie groźnie okiem i tryska wodą.
Przerażający! Wróćmy jednak do tego skromnego katalogu zwierzątek morskich i
oceanicznych.
Otóż,
ostatnio, przy obiedzie w pracy, pochwaliłam się towarzystwu, że zapisałam się na
zajęcia sportowe. Tak, choć staram się uprawiać różne formy aktywności, w końcu
jednak uznałam, że zorganizowane zajęcia pod okiem instruktora zmuszą mnie do
systematyczności w wylewaniu z siebie litrów potu, cellulitu i innych świństw.
Jeden kolega, nazwijmy go G., zdumiony stwierdził, że przecież mnie nie są
potrzebne żadne sporty, bo i tak jestem szczupła. Ano jestem, nieskromnie
przyznam. Może nie jestem ideałem, ale nie narzekam. Niektórzy twierdzą, że
jestem nawet chudziną, ale chyba nigdy nie widzieli mnie w stroju kąpielowym, o
negliżu nie wspominając. Odparłam koledze G., że tu nie chodzi o chudnięcie,
lecz bycie sprawną, sprężystą i jędrną. G. spojrzał na mnie wzrokiem, który nie
spodobał mi się za bardzo. Często tak na mnie się gapi, lecz na szczęście mam
poczucie humoru i wszelkie próby taniego podrywu gaszę jakimiś żartami i
ciętymi ripostami. Kolega G. dodał, że w tym samym czasie również ma zajęcia na
sali, tylko innej. Jakaś koszykówka czy siatkówka albo inna piłka. I dodał, że
widzi, jak my – kobiety – wychodzimy po naszych katorgach. Powiedział, że
niektóre z nas to fajne foczki, ale inne to kaszaloty i morświny.
Apollo się odezwał! W mojej koleżance, dotychczas przysłuchującej się
rozmowie z uśmiechem, chyba się zagotowało, bo rzuciła parę ciętych słów o
chamskiej kategoryzacji kobiet ze względu na wygląd. Gdy ochłonęła, ja dodałam,
że wprawdzie nie uważam się za jakąś zakompleksioną, szarą myszkę, jednak też
nie chciałabym być wrzucana do jakiegoś wora z napisem: „foczka” albo
„morświn”, a wiadomo - to wrzucanie do wora jest uzależnione od upodobań
wrzucającego. O gustach się nie dyskutuje. Mimo wszystko jednak uważam, że
chamskie teksty należy bezwzględnie napiętnować. Irytuje mnie komentowanie
wyglądu kobiet przez mężczyzn. Nie wiem jaka piękność byłaby w stanie spełnić
ich oczekiwania. Zapominają przy tym, że każdy – KAŻDY – człowiek się starzeje,
zmienia się i nawet Afrodyta, gdyby nie była grecką boginią spożywającą nektar
i ambrozję, też w końcu straciłaby na uroku. Poza tym, biorąc pod uwagę
wspomniane gusta, nie ma ideału i nie będzie. To, co dla jednego jest piękne,
nie musi być piękne dla drugiego.
Najbardziej
krzywdzące są opinie dotyczące poszczególnych elementów kobiecego ciała, które
przecież ulega rozmaitym transformacjom, tak jak i męskie ciało. Tylko jest
zasadnicza różnica – mężczyźni nie rodzą, nie karmią piersią, nie muszą często
godzić miliona obowiązków, co w końcu odbija się niestety na wyglądzie.
Mężczyźni, nie zapominajcie, że te piersi, z czasem mniej jędrne i pociągające,
wykarmiły dzieci. Te brzuchy, obwisłe, pokryte bruzdami rozstępów, nosiły w
sobie kilkukilogramowe dziecko. Ta pochwa, rozciągnięta i z bliznami wokół,
musiała wypchnąć to dziecko na świat, byście potem mogli dumnie obwieścić wszystkim
kumplom dookoła, że zostaliście ojcami i byście mogli to obficie oblać, a potem
leczyć kaca przez kilka dni, podczas gdy wasza kobieta dogorywała w szpitalu.
Te uda, które zyskały na objętości, z warstwą pomarszczonej skóry (to jest
właśnie osławiony Pan Cellulit;), to uda tej samej kobiety, którą
pokochaliście. Kobiece twarze, podobnie jak wasze, z czasem wiotczeją,
pokrywają się zmarszczkami. To naturalne. Oczywiście, gdyby kobiety miały nieco
więcej czasu oraz pieniędzy, mogłyby bardziej o siebie zadbać. Ale uwierzcie –
po całym dniu spędzonym w galopującym tempie, zajmowaniu się domem, pracą,
dziećmi, wami, wiele kobiet ma to w swojej nieidealnej dupie, jak wygląda.
Moglibyście od czasu do czasu je wyręczyć, stop (!) – poczuć się
współodpowiedzialni za rodzinę i obowiązki z tym związane. Z dużym
prawdopodobieństwem, wasze kobiety znalazłyby siły i motywację, by popracować
nad sobą, swoim wyglądem i może wreszcie byłyby damami na salonach, a
kurtyzanami w sypialni.
Tymczasem
chciałabym zwrócić waszą uwagę na to, że wam też wiele brakuje do ideału.
Najśmieszniejsi są mężczyźni z bojlerami zamiast brzucha, małym ptaszkiem
nieśmiało próbującym wyglądać spod tego bojlera, chudymi i patykowatymi nóżkami
i takimi też łapkami. Do tego fryz na
zaczeskę albo na Sławomira. I tacy zazwyczaj mają najwięcej do powiedzenia na
temat foczek i morświnów. Tacy myślą, że każda foczka na nich właśnie poleci i
zamacha foczym ogonkiem na jego widok na plaży. Mein Gott! Sie sehen und donnern nicht!
Takie
oto myśli żądały przelania na ekran komputera. Na koniec dodam, że co złego to
nie ja i nie było moim zamiarem sprawienie komuś przykrości. Chciałabym tylko
zwrócić uwagę na problem i nakłonić do refleksji. Nie zachowujmy się jak
celebryci i zejdźmy na Ziemię zamieszkaną przez nieidealne kobiety i
nieidealnych mężczyzn, którzy jakoś mimo wszystko łączą się w nieidealne pary.
Wiele z nich jest szczęśliwych. A na koniec żartobliwie dodam – nieidealni, nie
martwcie się. Wszak, jak mówi przysłowie, „Każda potwora znajdzie swojego
amatora” ;)


No Frau, jak zawsze w punkt. Tylko, że powinnaś ten tekst polecać właśnie szczególnie mężczyznom. Jejku, przecież według tej śmiesznej kategoryzacji, ja byłabym kozą! 😲
OdpowiedzUsuńCzemu kozą? Z racji brody?
UsuńZ racji patyczkowatości szczypiorkowatej i upartości. 😂
UsuńZ tą uapartością coś jest na rzeczy
UsuńHmmm, wpis z dużą dozą humoru, ja się nie obraziłam, powiem więcej usmiechnelam się gdy przeczytałam o foczkach i morswinach, kaszalotach i muszę przyznać, że ja zaliczam się do kategorii drugiej i absolutnie nie mam z tym problemu. Czuje sie i wygladam jak morswinek, choć raczej półtora morswina, bo jeden wazy mniej niż ja. Oj, uśmiałam się do łez��, ale nie ma co rozpaczac nad prawdą. A druga prawda jest taka, że pochlaniam wszystko co nie zdąży mi uciec��
Usuń